niedziela, grudnia 30, 2012

WIOSENNA ZUPA JARZYNOWA Z BIAŁĄ FASOLĄ JAMIEGO OLIVERA

Jeśli tak, jak ja macie już dosyć świątecznego jedzenia i szukacie delikatnego, acz pożywnego dania obiadowego, zachęcam Was do ugotowania wiosennej zupy jarzynowej z białą fasolą autorstwa Jamiego Olivera. Choć jest środek zimy, wszystkie składniki są dostępne bez problemu- szpinak udało mi się kupić świeży, brokuły i kalafior wybrałam mrożone, pomidory i fasolę w puszce.

Jeśli próbowaliście już zupy z soczewicy z szpinaku i jesteście nią zachwyceni, ta wiosenna także Was zadowoli :)

Składniki:
3 marchewki
2 łodygi selera naciowego
2 średnie cebule
2 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
400g- gramowa puszka białej fasoli
200g kalafiora
200g brokułów
200g szpinaku
2 duże, dojrzałe pomidory (lub w sezonie zimowym pomidory w puszce)
2 drobiowe lub warzywne kostki bulionowe (jak zwykle zamieniam je na bulion eko bez konserwantów i chemicznych dodatków)
sól i pieprz

Przygotowanie:Obierz marchewki i tak, jak seler pokrój w plasterki. Obierz i posiekaj cebule oraz czosnek. Postaw duży rondel na średnim ogniu i wlej 2 łyżki oliwy. Dodaj pokrojone wcześniej składniki i wymieszaj całość drewnianą łyżką. Duś ok. 12 minut pod uchyloną pokrywką, aż marchewki będą miękkie, ale nie stracą kształtu, a cebula uzyska delikatnie złocisty kolor (uwaga, by się nie przypaliło). Dodaj różyczki kalafiora oraz brokuła. Rozpuść bulion w 1,8l wrzącej wody z czajnika i wlej do garnka z warzywami. Gotuj, aż kalafior i brokuły będą miękkie. Wtedy dodaj pokrojone pomidory oraz odsączoną z zalewy fasolę. Umyj i posiekaj szpinak. Dodaj na ostatnie 30 sekund gotowania się zupy, a następnie zdejmij z ognia. Dopraw do smaku.
Jeśli chcesz, aby zupa miała gładszą konsystencję, oddziel połowę, zmiksuj ją, a następnie przełóż z powrotem do rondla i wymieszaj. Zupa gotowa- smaczna, treściwa i zdrowa!

niedziela, grudnia 23, 2012

Drodzy Przyjaciele!
Radosnych, zdrowych i pełnych miłości
Świąt Bożego Narodzenia!
By niczego i nikogo nie zabrakło Wam w tych wyjątkowych dniach...

środa, grudnia 19, 2012

„SZANUJACY RODZICE, SZANUJĄCE DZIECI”, S. Hart, V.K. Hodson, Wyd. MiND 2012

Pamiętam, kiedy w latach 90-tych rodzice masowo kupowali i czytali „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” A. Faber i E. Mazlish. To był obowiązkowy przewodnik po komunikacji rodzinnej. W naszej domowej biblioteczce także się znalazł, choć ciągle Mama komuś go pożyczała. Później na studiach sama sięgnęłam po ten poradnik i zaczęłam stosować poznane metody.

Choć czytam wiele książek, w tym poradników, natrafiam na te gorsze i lepsze (te drugie staram się Wam prezentować), ale właściwie nie zetknęłam się jeszcze z takim, którego poleciłabym absolutnie WSZYSTKIM rodzicom i wpisała do kanonu obowiązkowych lektur dla „posiadaczy dzieci”. Jednak zmienia się to dzisiaj. Oto poradnik nad poradnikami! Przewodnik nad przewodnikami! Wspaniała książka, którą musicie koniecznie przeczytać! A gdy zastosujecie wskazówki w niej zawarte, gwarantuję Wam, że Wasze życie rodzinne zmieni się na lepsze (nawet jeśli już jest super, będzie jeszcze lepiej i pozostanie tak już na zawsze)!

Czy chcielibyście, by Wasze dzieci w każdym etapie swojego życia umiały i chciały z Wami rozmawiać? By nie „pyskowały”, nie kłamały, nie uciekały z rodzinnego gniazda? A czy zastanawiacie się, jaki jest środek, by to osiągnąć? Pytam dalej. Co pamiętacie z rozmów, tłumaczeń, zakazów i nakazów Waszych Rodziców w stosunku do Was? Pewnie niewiele... A co pamiętacie z Ich życiowych wyborów i doświadczeń? Zgaduję, że o wiele więcej... (bo oczywiście takie same wspomnienia mam i ja). „Dziecko o wiele więcej uczy się z tego, kim jesteśmy, niż z tego, co mówimy. Dlatego musimy być tym, kim chcemy, żeby stały się nasze dzieci”- J. Ch. Pearce. Zapamiętajcie sobie te słowa do końca życia i przekażcie swoim dzieciom, kiedy same staną się Rodzicami...
„Szanujący Rodzice, szanujące Dzieci” adresowani są do rodzin z dziećmi w każdym wieku. Przewodnik ten opiera się na zasadach i praktyce Porozumienia bez Przemocy autorstwa dr Marshalla B. Rosenberg. Jest to sposób komunikacji oparty na empatii, uczuciach, potrzebach obu stron oraz zastosowaniu określonego języka, tak by uniknąć agresji, a jednocześnie wesprzeć współdziałanie. Brzmi, jakby to było prawie niemożliwe w zastosowaniu. Ale wcale tak nie jest! Wystarczy poznać, przemyśleć i zacząć wcielać w życie tę metodę, a da się zauważyć różnicę w jakości Waszych dialogów.

Autorki piszą prostym językiem, trafiając do serc i głów każdego, komu zależy na dobrym porozumieniu bez konfliktów. Przedstawiają „7 kroków do współdziałania”, gdzie każdy z nich zbliża Rodzica do swojego Dziecka:
Krok 1. Rodzic ma cel
Krok 2. Dostrzeż potrzebę stojącą za działaniem
Krok 3. Zbuduj poczucie bezpieczeństwa, zaufanie i więź
Krok 4. Inspiruj do dawania
Krok 5. Używaj języka szacunku
Krok 6. Ucz się i rozwijaj razem z dzieckiem
Krok 7. Zmień swój dom w Strefę bez Przemocy.

Do każdego kroku dodano ćwiczenia, by lepiej opanować przedstawione umiejętności. Sporą część książki zajmują także zabawy i inne formy aktywności dla całej rodziny, uczące każdego z jej członków Porozumienia bez Przemocy.

Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę książkę, a raczej jej zakup, gdyż będziecie do niej wracać wielokrotnie. Stańcie się Szanującymi Rodzicami u boku Szanujących Dzieci.

czwartek, grudnia 13, 2012

„ZAKLINACZKA DZIECI. JAK ROZWIĄZYWAĆ PROBLEMY WYCHOWAWCZE”, T. Hogg, Wyd. Helion 2007

Wychowanie dziecka to filozofia. Każdy ma na ten temat swoje zdanie, swój system wartości i norm, mniej lub bardziej podobne do innych. Jak to z filozofią bywa, zmienia się ona wraz z biegiem życia, inną filozofię wyznajemy przy pierwszym dziecku, lecz przy drugim może już być nieco odmienna. Istnieją także różne nurty pedagogiczne, na przykład- co by Was tu nie zanudzać- koncepcja wychowania naturalnego, socjologizm, wychowanie przez pracę, przez kulturę, psychoanaliza, pragmatyzm, behawioryzm, esencjalizm, personalizm i mnóstwo innych. Tak naprawdę, tyle podejść do wychowania, ilu ludzi.

Poradniki dla rodziców opierają się również na określonym kierunku wychowania, jaki uznaje sam autor. Dlatego też niekoniecznie światowo uznany poradnik- hit, bestseller- będzie odpowiadał naszej filozofii wychowania. Dlaczego piszę o tym akurat teraz? Ponieważ jestem po lekturze takiej właśnie książki. Nie oceniam jej negatywnie, lecz nie wszystko w niej jest zgodne z moim podejściem do dzieci.

Tracy Hogg- autorka omawianego poradnika- jest pielęgniarką, nianią, ekspertką radiową i telewizyjną, mamą oraz babcią. Jej programy telewizyjne oraz poradniki znane są na całym świecie, a rady wcielane w życie w milionach rodzin. Mówią o niej „Zaklinaczka dzieci”. Ale przecież zaklinacze zajmują się przepędzaniem złych duchów. A czy niemowlęta mogą być przeklęte?!

Tracy Hogg większość swoich rozwiązań problemów wychowawczych opiera na autorskiej metodzie PROSTE. To „powtarzalne cykle złożone z poszczególnych elementów (…). Posiłek (…), ROzrywka (…), Sen (…), TEraz czas dla Ciebie.” PROSTE jest naprawdę proste i się sprawdza, co do tego nie mam wątpliwości. Zaklinaczka dzieci radzi jak poradzić sobie z trudnościami związanymi z jedzeniem, spaniem i oczywiście innym zachowaniem maluchów. Odpowiada na najczęstsze pytania rodziców. Przytacza liczne przykłady. Jest pewna siebie i wie, o czym pisze. Zgadzam się z nią w większości, np. by być rodzicem przytomnym, cierpliwym i konsekwentnym, by unikać przypadkowego rodzicielstwa, by uczyć od maleńkości rozumienia i wyrażania emocji, by mówić językiem naszych pociech, by tłumaczyć im rzeczywistość, by pomagać w byciu samodzielnym. Właśnie, samodzielność. T. Hogg z nauką samodzielności niemowląt, moim skromnym zdaniem przesadza. Według niej już noworodki powinny spać samodzielnie, w swoim łóżeczku, a najlepiej w swoim pokoju. Pić z piersi nie dłużej niż 30 minut, po 3. dobie należy karmić według harmonogramu. A trening czystości zaczynać już od 9 miesięcy, nie później niż przed ukończeniem pierwszego roku życia i najlepiej zacząć od razu siadać na sedes z nakładką. Zaklinaczka dzieci nie narzuca oczywiście swoich metod, opisuje ich wdrażanie na każdym etapie rozwoju od pierwszego dnia życia do 3 roku. Mimo wszystko, są one dalekie od moich osobistych metod, choć przyznaję, że wiele z nich jest niedoskonałych. Zdaję sobie też sprawę, że strategie znanej ekspertki od wychowania działają i są rzeczywiście pomocne wielu rodzicom. Dlatego nie krytykuję, wyrażam swoją opinię, a wybór pozostawiam jak zawsze Wam. Przeczytajcie i oceńcie sami.

środa, grudnia 12, 2012

„PAPIEROWE ZOO Z MATERIAŁÓW, KTÓRE MAM POD RĘKĄ”, P. Caliari, S. Mozzato, Wyd. Jedność 2012

Ekologia jest modna. Wreszcie! W końcu wszystkie pokolenia nauczyły się dbać o środowisko i pojęły czym jest szeroko rozumiana E K O L O G I A! Babcie przestały brać reklamówki ze sklepów po 20 sztuk „na zapas”, nasi rodzice zaczęli segregować odpady, a nasze pokolenie, a tym bardziej pokolenie naszych dzieci żyje z ekologią za pan brat. Mam rację? Przynajmniej takie mam odczucia...
Foliowa reklamówka rozkłada się ok. 10-20 lat, puszka z aluminium- 200 lat, a plastikowa butelka nawet 1000 lat!!! Byśmy nie utonęli w górach odpadów, musimy postawić na recykling. I to we własnym gospodarstwie domowym. Więc jeżeli macie w domu choć jedną parę małych rączek lub sami uwielbiacie wyczarowywać wielkie COŚ z niczego, czyli ze śmieci, czyli idąc dalej, żyjecie ekologicznie, książka „Papierowe zoo z materiałów, które mam pod ręką” jest dla Was!

Jest to zbiór kreatywnych i ekologicznych pomysłów na stworzenie własnych zabawek i dekoracji z dostępnych każdemu produktów. Na przykład z butelek, pudełek, kartoników, tektury, papieru, folii, zakrętek, puszek, rolek po papierze toaletowym, płyt cd, skarpet, wstążek, tasiemek, sznurków, drewnianych koralików, sypkich produktów spożywczych itp. Do tego potrzebne będą narzędzia plastyczno- techniczne, które są w każdym domu: klej, nożyczki, zszywacz, taśma klejąca, pisaki, akwarele. Ostatecznie, by efekt był piorunujący, można dokupić drobiazgi takie jak: kolorowe druciki kreatywne, plastikowe oczy, puszyste kuleczki, brokat itp., ale kto jest naprawdę kreatywny i ekologiczny, poradzi sobie i bez tego ;)

A teraz do dzieła! Tu wytnę, tam podkleję, tu złożę, tam przykleję, pomaluję, poczekam aż wyschnie i już mam recyklingowe zwierzątka leśne, polne, z puszczy i z sawanny, domowe, a nawet morskie. Mogę mieć ich mnóstwo i każde będzie inne i wyjątkowe, bo stworzone „tymi ręcami” ;)

Jeżeli uważacie, że jesteście EKO, musicie mieć tę książkę! 

środa, grudnia 05, 2012

„5 MINUT Z BAŚNIĄ”, praca zbiorowa, Wyd. Jedność 2012

Czy nie macie czasem siły, by poczytać Waszym dzieciom? Czy wieczorem nie brakuje Wam czasu na wspólne czytanie do poduszki? Od dzisiaj koniec wymówek! Wydawnictwo Jedność wydało właśnie kolekcję mądrych i zabawnych historii, a do tego krótkich- do przeczytania w 5 minut.
I niech Ci z Was, którzy żyją według idei slow live się nie oburzają. Przecież można „przerobić” kilka baśni, jedna po drugiej. Są też i dzieci, które nie potrafią jeszcze skupić swojej uwagi na dłużej. Takie krótkie powiastki są więc i dla nich idealne!

„5 minut z baśnią” to znane historie, takie jak na przykład: „Czerwony Kapturek”, „Kot i mysz”, „Brzydkie kaczątko”, „Jaś i Małgosia”, „Dziewczynka z zapałkami”, „Księżniczka na ziarnku grochu”, „Złotowłosa i trzy niedźwiedzie”, a także zupełnie większości nam nieznane- razem aż 87 baśni na ponad 500 stronach. Dzięki nim najmłodsi poznają twórczość m. in. braci Grimm czy H. Ch. Andersena, jak i niezwykle mądre i ciekawe przypowieści ludowe z różnych stron świata. Wszystkie teksty uporządkowano tematycznie.

Ponadto książka ta została przepięknie wydana. Twarda okładka, miejsce do wpisania imienia właściciela (bardzo przydatne!), czytelna czcionka, estetyczna szata graficzna to same zalety. Może mało tutaj ilustracji, lecz ma być to przecież 5 minut z baśnią, a każdy obrazek, przedłużałby sprawę ;) Książka ta jest też do czytania przez rodziców, maluchy wcale nie muszą do niej zaglądać; mogą przytulić się do miękkiej podusi, zamknąć oczy i zapadać w słodki sen...

Jeśli zastanawiacie się nad mądrym prezentem gwiazdkowym dla dziecka, oto moja propozycja. „5 minut z baśnią” będzie fantastycznym upominkiem dla całej rodziny i to przydatnym przez wiele lat! I jest jeszcze jedna zaleta, którą bardzo docenicie- jak na tak świetną i obszerną książkę, kosztuje ona śmiesznie mało- 36,90zł! Pozostaje tylko ruszać do księgarni, albo zagadać ze Świętym Mikołajem ;)

wtorek, grudnia 04, 2012

KOLEKCJA ALBUMÓW „ZDUMIEWAJĄCY ŚWIAT” ( dostępna w McDonald's)

Jedna ze znanych sieciowych restauracji dołącza do swoich dziecięcych zestawów popularno- naukowe książeczki. Zwróciłam już na nie uwagę, kiedy zauważyłam mnóstwo dzieciaków je przeglądających podczas szkolnych przerw. Pomyślałam- cóż to jest, że absorbuje tak najmłodszych? Wreszcie mam okazję to sprawdzić :)


„Zdumiewający świat” jest to seria 6 albumików” „Arktyka i Antarktyda”, „Wielkie koty”, „Oceany”, „Ziemia”, „Lasy deszczowe” oraz „Gwiazdy i planety”. Każda z nich jest wyjątkowa, choć mają wspólne cechy. Zawierają ciekawe i proste w wyjaśnieniu fakty z danej dziedziny, kolorowe, piękne fotografie, interesujące łamigłówki sprawdzające znajomość podanych treści oraz to, co dzieci bardzo lubią- naklejki!

Jestem zaskoczona książeczkami, gdyż są naprawdę wartościowe. Nawet jeśli fakty w niej zawarte są okrojone, podano je w taki sposób, że młody czytelnik może być zainteresowany poszukiwaniem dalszych informacji, już w innych, bardziej obszernych źródłach.

Cała kolekcja albumów „Zdumiewający świat” jest już znana w innych krajach, miło że u nas także cieszy się zainteresowaniem dzieciaków. A czego można się z niej dowiedzieć? Na przykład: jak zbudowana jest Ziemia? Czy góry rosną? Czy młode wieloryby piją mleko matki? Czy ośmiornice mają mózgi? Z jakiej odległości słychać ryk lwa? Dlaczego młode gepardy mają grzywę? Czym żywią się niedźwiedzie polarne? Czy gwiazdy wybuchają? Jak krokodyle łapią swoje ofiary? …
Prawda, że ciekawe?

czwartek, listopada 29, 2012

ZESTAW DO WCZESNEJ NAUKI CZYTANIA METODĄ GLENNA DOMANA FIRMY MAGWORDS

Kiedy najlepiej zacząć z dzieckiem naukę czytania? Jak najwcześniej! To znaczy? Według niektórych specjalistów (a swój post opieram na krótkim omówieniu metody Glenna Domana) można zacząć już w wieku 3 miesięcy!!! Pewnie teraz myślicie, jak to możliwe, skoro niemowlę nie potrafi nawet mówić, więc skąd ma znać abstrakcyjny dla niego alfabet?

Bardzo małe dzieci niezwykle szybko przyswajają sobie nowe umiejętności. Właściwie każdy dzień przynosi coś nowego. Rozwijają się wszystkie zmysły oraz komunikacja społeczna. Niezwykle intensywnie dojrzewa mózg i układ nerwowy. A to już wystarczy, by rozpocząć naukę czytania.
Bardzo mocno upraszczając opis metody, należy szybko pokazywać dziecku tablice z wyrazami, napisanymi wyraźnie i dużą czcionką. Na początek powinny to być bliskie maluchowi rzeczowniki, np. imię dziecka, bliskie osoby- mama, tata, rodzeństwo itp., później mogą to być wyrazy związane z zainteresowaniami brzdąca. W kolejnych etapach nauki wprowadza się czasowniki (znane czynności), kolory, przymiotniki, wyrażenia dwuwyrazowe, proste zdania i w końcu rozbudowane zdania. Przygotować trzeba zestawy wyrazów, w każdym po 5 nowych słów. Zestawy pokazujemy szybko i często, dodając co jakiś czas nowe słowo. W czasie prowadzenia sesji nauki czytania, dziecko musi być wyspane, najedzone, zdrowe, nic nie może je rozpraszać, ale nie liczmy, że będzie siedziało spokojnie i uczyło się czytać- to przecież mały człowieczek, który ma potrzebę ruchu i aktywności. Jest jeszcze jedna bardzo istotna zasada tej metody- nigdy nie wolno sprawdzać, czy maluch opanował czytanie poznanych wyrazów!

Więcej o metodzie nauki wczesnego czytania przeczytacie w książce Janet i Glenna Domana pt. „Jak nauczyć małe dziecko czytać” lub broszurze „Zabawa w czytanie metodą Glenna Domana” MagWords.

Jeśli się zdecydujecie na ten krok, bardzo pomocny okaże się zestaw do wczesnej nauki czytania producenta MagWords.



Według producenta: Innowacyjny zestaw edukacyjny do wczesnej nauki czytania metodą globalną autorstwa Glenna Domana, współautora światowego bestsellera "Jak nauczyć małe dziecko czytać". Metoda ta jest stosowana z powodzeniem przez miliony rodziców na całym świecie, a w Polsce zyskuje coraz większą popularność z uwagi na jej skuteczność oraz przyjazną formę nauki poprzez zabawę. Jest to jedyny produkt, który w 100% odpowiada ścisłym zaleceniom twórcy metody - Glenna Domana (wielkość liter oraz wymiary tablic).
Lekkie tablice magnetyczne umożliwiają bardzo szybkie przyczepienie dołączonych liter magnetycznych i samodzielne tworzenie nawet tysięcy dowolnie wybranych przez siebie lub przez dziecko wyrazów w języku polskim (w razie potrzeby w różnych językach). Litery magnetyczne mają wysokość 8 cm, została ona ściśle określona ze względu na ograniczenia wynikające z niedojrzałości percepcji wzrokowej dziecka poniżej piątego roku życia.
  • Ruchomy alfabet umożliwia na błyskawiczną i dowolną (bez żmudnej pracy i dodatkowych kosztów) zmianę fleksyjnych „końcówek” każdego wyrazu np. ząb - zęby, oko – oczy itp. Dzięki temu zestaw jest bardzo funkcjonalny i użyteczny.
  • Magnetyczny alfabet pozwala na szybkie ułożenie dowolnego słowa, nawet o dłuższej budowie, umożliwia również na naukę alfabetu, która jest zalecana na samym końcu ścieżki czytania. Ponadto dziecko ma bezcenną możliwość "dotknięcia" dowolnego wyrazu, dzięki czemu nauka odbywa się polisensorycznie czyli z wykorzystaniem kilku zmysłów jednocześnie.
Zestawy posiadają po kilka pełnych alfabetów (w zależności od zestawu). Są to czerwone litery wysokości 8 cm. W skład zestawu wchodzą także cyfry, znaki diakrytyczne oraz interpunkcyjne, tablice magnetyczne, wypraska do porządkowania elementów, poradnik oraz kartonowe opakowanie.



Według mnie: Nie będę tu oceniać samej metody wczesnego czytania Glenna Domana. Skupię się tylko na ocenie otrzymanego od producenta zestawu.
Z ręką na sercu powiem Wam, że zestaw jest świetny! Solidnie i estetycznie wykonany, łatwy w użyciu, pozwala na szybkie układanie nowych wyrazów i przyczepianie ich do magnetycznych tablic. Zestaw zawiera tyle elementów, że można układać dowolne słowa, w wielu językach. Przyda się na wiele lat i jestem pewna, że posłuży wielu dzieciom. Nawet jeśli nie macie ochoty uczyć czytania tak wcześnie, produkt przyda się małemu uczniowi w każdym wieku. Temu młodszemu to Ty będziesz układać wyrazy, natomiast później maluch będzie miał ogromną frajdę móc robić to samodzielnie. Przedstawiany zestaw nadaje się do nauki czytania wieloma metodami oraz w wielu językach, w zależności od wyboru rodziców czy nauczycieli. Przyda się i w domu, i w szkole.
Poza alfabetem, załączono także magnetyczne cyfry, znaki matematyczne oraz liczmany. Dzięki temu, oprócz czytania, uczyć można liczenia, tworzyć proste działania matematyczne i zaznajamiać z podstawami matematyki.
Znalazłam jeszcze jedno zastosowanie zestawu (choć pewnie i z czasem będę miała kolejne pomysły). Litery i cyfry można szybko i łatwo odrysować bez szkody i strachu, że zniszczymy szablon. Dziecko chociażby ćwiczy wówczas motorykę małą, zaznajamia się z zapisem drukowanego alfabetu, może tworzyć dowolne wyrazy, działania, a nawet i plakaty. Jest to zabawa dla całej rodziny!


 
Szczerze polecam zestaw do nauki czytania MagWords :) A jeśli jesteście zainteresowani jego efektami i lubicie konkursy, już wkrótce będzie okazja do wygrania jednego z 2 mniejszych zestawów MagWords- little MagWords "abc". Zachęcam do kolejnych odwiedzin bloga Odkrywczej Mamy i do wzięcia udziału w konkursie ;)

środa, listopada 28, 2012

„WYCINANKI NA GWIAZDKĘ”, Wyd. Jedność 2012

Myślicie już o Świętach? Macie już kupione prezenty, przygotowane świąteczne ozdoby, bombki, stroiki, pomysł na choinkę? Najwyższy czas zacząć wielkie przygotowania!
Proponuję, by w tym roku większość bożonarodzeniowych dekoracji była wykonana ręcznie przez całą rodzinę! Wieczory mamy długie, a zamiast siedzieć przed telewizorem, fajniej będzie usiąść z dziećmi przy dużym stole i trochę się pobawić. Z książeczką „Wycinanki na Gwiazdkę” z łatwością poradzicie sobie z przygotowaniem papierowych gwiazdek, choinki, aniołków, bałwanków, ozdób choinkowych, betlejemskiej szopki, żłóbka oraz dekoracji stołu i okien.

Niech wrócą te wspaniałe czasy, kiedy bliscy spędzali ze sobą długie godziny, rozmawiali, śmiali się, rodzice opowiadali rodzinne historie, dzieci się wygłupiały, wspólnie wykonywało się prace ręczne, a przy tym wszystkim wzmacniały się więzi...

A gdyby tego było jeszcze mało, pomyślcie, jak oryginalnie będzie wyglądać Wasz dom podczas tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia! Będzie z siebie dumni za każdym razem, gdy spojrzycie na własnoręcznie przygotowaną ozdobę ;)

wtorek, listopada 27, 2012

„WZMACNIAJ ODPORNOŚĆ PROSTYM POŻYWIENIEM”, B. Żak- Cyran, Wyd. Galaktyka 2012

Nasz system odpornościowy jest coraz słabszy. Nie chodzi mi tylko o to, że nastał czas jesienno- zimowy, gdzie o przeziębienie nie trudno. Współczesne życie naraża nas na większe prawdopodobieństwo zachorowania na nowotwory, choroby układu krążenia, autoimmunologiczne oraz na pojawienie się innych wszelkich nieprawidłowości i zagrożeń naszego zdrowia. Jest to spowodowane wieloma czynnikami, które niestety są wszechobecne i trudno dzisiaj nie mieć z nimi styczności. Są to chemiczne dodatki do żywności, zła dieta, nadmierne spożywanie leków, stres, zła kondycja psychiczna, brak aktywności fizycznej, używki. To wszystko wpływa właśnie na zaburzenia funkcjonowania naszego układu odpornościowego. Czy nic już nie da się z tym zrobić? Czy jesteśmy skazani na coraz szybszy rozwój chorób cywilizacyjnych? Dlaczego medycyna nie może wynaleźć cudownego leku na dręczące nas dolegliwości?!

No właśnie. Przyzwyczajeni do szybkiego życia, oczekujemy szybkiego ratunku, chcemy połknąć kolejną tabletkę i dalej żyć, jak żyliśmy. Tymczasem cudowna recepta na zachowanie zdrowia istnieje od dawna! Tylko wymaga zmiany naszego stylu życia, a więc i nakładu pracy, a tego nie lubimy. Jednak warto się poświęcić, gdyż stawką jesteśmy my sami. A cóż to za cudowny lek, o którym mówię? To nic innego jak naturalne pożywienie oraz harmonia między ciałem a duchem. Te dwa aspekty mają ogromny wpływ na układ odpornościowy. One nie tylko zapobiegają chorobom, ale też i leczą! Przekonała się o tym autorka licznych książek oraz kursów, dietetyczka i dietoterapeutka- Bożena Żak- Cyran. Jakiś czas temu ciężko chorowała, lecz wyleczyła się odpowiednią dietą! O tej niesamowitej kobiecie, pisałam Wam już kiedyś („Odżywiajdziecko w zgodzie z naturą”, „Odnowa na talerzu”). Dziś znowu zachwycam się jej nauką i mądrością.

W poradniku pt. „Wzmacniaj odporność prostym pożywieniem”, Bożena Żak- Cyran opisuje funkcjonowanie układu odpornościowego, a szczególnie ważne są informacje o objawach jego osłabienia oraz sposobach na jego wzmocnienie. Niezastąpione są też oryginalne przepisy na ponad 130 posiłków. Wszystko opiera się oczywiście na czystej naturze.

Książka jest niezwykle interesująca, praktyczna i podnosząca na duchu, że niekoniecznie nasze podupadłe zdrowie jest już na zawsze utracone. Jest to poradnik dla ludzi w każdym wieku, chcących pójść drogą ku naturalnemu odżywianiu.

środa, listopada 21, 2012

„ODWAŻNY HIPCIO”, P. Haraszewski, J. Wacławik, Wyd. Vocatio 2010

„Pomóżmy naszym dzieciom zrozumieć, że odwaga wcale nie oznacza, że mamy być silniejsi od innych albo dokonywać rzeczy, których nikt inny nie jest w stanie dokonać.” Te mądre słowa pochodzą z Przewodnika dla rodziców dołączonego do bajki pt. „Odważny Hipcio”. Czym jest odwaga i po co właściwie jej uczyć? Jak o niej rozmawiać z maluchami? Czy odwaga nie prowokuje czasem do ryzykownych zachowań? Na wiele pytań musimy sobie sami odpowiedzieć, troszeczkę być może pomogą wskazówki Stormie Omartiana, które i tak należałoby przemyśleć, dopasować do swojego systemu wartości. O tak. Bycie świadomym i odpowiedzialnym rodzicem nie jest takie proste...

A o czym opowiada sama bajka? Tytułowy Hipcio nie mógł doczekać się dnia, w którym zacznie naukę w szkole. Kiedy ten dzień w końcu nadchodzi, zdarza się coś, co kompromituje Hipcia i staje się pretekstem do ośmieszeń. Nikt nie chce się z nim bawić. Jest mu bardzo przykro. Jednak Hipcio ma mądrego tatę, który tłumaczy synkowi co jest w życiu najważniejsze. Młode zwierzę choć rozumie sens rozmowy, nadal bardzo przeżywa odtrącenie rówieśników. I nagle- jak to w bajce bywa- staje się COŚ, co odmienia zły los bohatera. Nie powiem Wam co, bo przecież, nie mogę Wam opowiedzieć całej historii, ale zdradzę tylko, że Hipcio wykaże się niemałą odwagą...

poniedziałek, listopada 19, 2012

„EPOKA LODOWCOWA 4- WĘDRÓWKA KONTYNENTÓW. Kreatywne zabawy i gry”, Wyd. Muza 2012

Co można robić, kiedy ma się 6-9 lat, a za oknem szaro, zimno, deszczowo i wietrznie? Zadałam to pytanie samym zainteresowanym, czyli dzieciom. Co usłyszałam w odpowiedzi? Oczywiście przeważały propozycje telewizyjne oraz gry komputerowe. Pojawiły się także pomysły, by rozwiązywać krzyżówki z babcią, czytać, spać, leżeć i czekać, aż przestanie padać, czy urządzić z rodzeństwem bitwę na skarpetki :)) A ja zaproponowałabym kreatywne zabawy i gry z bohaterami „Epoki lodowcowej”.

Jest to książka pełna świetnych pomysłów, które na pewno zainteresują dzieciaki. Są labirynty, tematy i miejsca do rysowania, kolorowanki, quizy, a nawet kilka gier! Można wyciąć sobie maskę Wiewióra, modele zakochanych mamutów Brzoskwinki i Ethana lub zabawne zawieszki na drzwi! Dla lubiących zabawy przy muzyce, zamieszczono propozycje zabawy tanecznej! I oczywiście nie zabraknie dzieciom fajnych naklejek (a jest ich aż 150) oraz szablonów do odrysowywania z bohaterami bajki. Jest co robić i w czym wybierać. Z taką książką Waszym dzieciakom już nie będzie się chciało „leżeć, pluć i łapać i po pupie się drapać” ;) .

sobota, listopada 17, 2012

„SZTUKA. KREATYWNE ZABAWY I GRY”, R. Thomson, Wyd. Muza 2012

Oto genialna książka dla młodych artystów, choć nie tylko. Rysować, malować, wycinać, przerabiać, odrysowywać, dorysowywać, drzeć, mazać, kleić, lepić, składać, układać i sama nie wiem co jeszcze. Choć jedną z tych czynności lubi każde dziecko. Niektóre prace są bardziej twórcze, a inne odtwórcze, ale liczy się przecież dobra zabawa, a niekoniecznie sam końcowy efekt.

Polecam książkę z ogromną ilością fantastycznych pomysłów na sztukę dla dzieci w przedziale wiekowym 6-9 lat (choć dorośli i starsze lub młodsze rodzeństwo też będą się świetnie bawić). Publikacja nie tylko bawi i inspiruje, ale także uczy. Młody artysta pozna między innymi pojęcia takie jak autoportret, abstrakcja, pejzaż, scena rodzajowa, kolaż, mozaika, dowie się kim byli Rousseau, Arcimboldo, Munch, da Vinci i wielu innych. A przede wszystkim pozna różnorodne techniki pracy plastyczno- technicznej i będzie mógł je wykonać własnymi dłońmi. Będzie mógł tworzyć z szablonów oryginalny plener czy scenę z galerii sztuki, będzie też mógł kolorować, wykańczać według własnego pomysłu obrazy, wykonywać kolaż, ramkę, przerobić portret Mony Lisy, wycinać i przyklejać, kopiować małe szkice, uzupełniać obrazki, malować palcami, ozdabiać papierem ozdobnym wszystko, co zechce (i na co Ty mu pozwolisz...), ale to tylko kropla w morzu propozycji z tej książki. Artysta musi mieć pewne predyspozycje, dlatego też Wasze dziecko będzie mogło się sprawdzić w psychoteście. Trzeba mieć także dobrą pamięć, którą wytrenuje w grze, jaką jest artystyczne Memo. No i oczywiście musi być spostrzegawczy- w tym pomoże odszukiwanie różnic między ilustracjami.

Jestem tą książką zachwycona! Jest kolorowa, posiada wiele ruchomych elementów, naklejek, szablonów, wycinanek, miejsc do rysowania. Żałuję, że podręczniki w szkołach do tego typu zajęć tak nie wyglądają. Lekcje wyglądałyby wtedy zupełnie inaczej. Chętnie podarowałabym tę książkę każdemu uczniowi klas 1-3 szkoły podstawowej. A ponieważ nie jestem w stanie tego zrobić, zachęcam Was szczerze do jej zakupu dla Waszych dzieci. Nikt na pewno nie będzie żałować, ani Wy, ani tym bardziej dzieci. A jeśli, jeszcze mi nie wierzycie, przejdzie się do najbliższej księgarni i zajrzyjcie do wnętrza „Sztuki. Kreatywne zabawy i gry” Wydawnictwa Muza. A wtedy zrozumiecie mój zachwyt...

czwartek, listopada 15, 2012

„TE OKROPNE BAKTERIE”, P. Haraszewski, Wyd. Kefas 2009

 
„Pan kotek był chory
i leżał w łóżeczku.
I przyszedł kot doktor.
- Jak się masz, koteczku? ...” (S. Jachowicz)

Pamiętacie ten wiersz ze swojego dzieciństwa? Uwielbiałam go czytać, szczególnie gdy byłam chora. Oglądam też wtedy na okrągło „Było sobie życie”. I to były w ówczesnych czasach chyba jedyne propozycje mówiące o zdrowiu i chorobie. A ten temat zawsze mnie ciekawił, aż doprowadził mnie do studiów z pedagogiki zdrowia, ale to już osobny temat...

Dziś, kiedy profilaktyka zaczyna być doceniana, powstaje wiele kampanii, akcji i programów zapobiegających wszelkim chorobom. Temat zdrowia i choroby dotyczy nas wszystkich- dorosłych, ale też i dzieci. I wreszcie zrozumieliśmy (choć niestety jeszcze nie wszyscy), że prawidłowych zachowań zdrowotnych należy się uczyć od najmłodszych lat. Im wcześniej tym lepiej. Pierwsze życiowe lekcje powinny dotyczyć zachowywania higieny osobistej. Tutaj przyda się Wam- rodzicom oraz maluchom- świetna książeczka pt. „Te okropne bakterie”.

Opowiada ona w prosty, a mimo to konkretny sposób, jak uchronić się przed powszechnymi chorobami. Nazwałabym tę opowieść bajką profilaktyczną, pełną samych mądrych treści, które obowiązkowo muszą być znane każdemu dziecku!

Poza mądrym tekstem, atutem książeczki są świetne, gdzieniegdzie bardzo realistyczne ilustracje. Aż miło się przegląda. Książka oprawiona jest w twardą oprawę, a na pierwszej stronie znajdziemy miejsce na dedykację.

Wierzę, że zależy Wam na zdrowiu Waszych dzieci. Mam też nadzieję, że często poruszacie z nimi temat zdrowia i choroby i sami też dajecie dobry przykład. Jeśli chcecie pomóc najmłodszym w zrozumieniu sensu profilaktyki, koniecznie sięgnijcie po książeczkę pt. „Te okropne bakterie” i przeróbcie tę ważną lekcję o higienie osobistej. I pamiętajcie- mimo wszystko taniej jest zapobiegać, niż leczyć.

sobota, listopada 10, 2012

Promocja na weekend w Sensus -20%

Właśnie się dowiedziałam, że do jutra, tj. 11 listopada trwa promocja -20% na wszystkie książki dostępne w księgarni internetowej Sensus.pl . Zachęcam do szybkich zakupów, bo czasu pozostało mało!


piątek, listopada 09, 2012

„CZEŚĆ, TATO!”, J. Ratajczak, Wyd. Mila 2007

„Cześć, Tato!” to zabawna i ciepła opowieść o rewolucji, jaką niesie pojawienie się w życiu mężczyzny dziecka. Książka jest niezwykła, gdyż jej narratorem jest wreszcie TATA, a nie ciągle, jak to bywa w innych wydaniach, matka.

Czytając ją to śmiałam się do rozpuku, to wspominałam pierwsze miesiące z Rysiem, a to z kolei wybiegałam w przyszłość i zastanawiałam się, jak to będzie za parę lat...

Autor (czy to autentyczna, sparodiowana historia ojcostwa Józefa Ratajczaka?? Ciągle się nad tym zastanawiam) zostaje ojcem Grzegorza. Zanim jednak Grzegorz został Grzegorzem, był skrzatem. Ale nie takim skrzatem, co mieszkał w brzuszku mamy. Chodzi o jeszcze wcześniejsze czasy, kiedy to sam ojciec i matka byli dziećmi! Skrzacik Grzegorz nie dopuścił np. do klapsa dla Taty-wtedy dziecka, ugryzł pewne straszydło w łydkę, by nie nękało go więcej i w ogóle pomagał przyszłemu ojcu, jak dobry duszek.

A gdy skrzacik stał się człowiekiem- małym Grzesiem- to dopiero zaczęło się dziać! W każdym tacie, drzemie małe dziecko, więc wyobraźcie sobie co się działo... -niektóre z Was wiedzą o czym mowa ;)

Książkę polecałabym przede wszystkim tatusiom już obecnym i tym przyszłym (np. w oczekiwaniu na poród...), dziadkom (bo w roli dziadka też trzeba się odnaleźć), mamom i innym członkom rodziny. Zachęcam też do głośnego czytania przy dziecku :) Czeka Was sympatycznie spędzony czas podczas lektury „Cześć, Tato!”...

By jeszcze podsycić Waszą ciekawość dodam, że książka ta zdobyła tytuł „Najpiękniejszej Książki Roku 2007” i już dawno jest bestsellerem! A kto zachwycał się ilustrowanymi historyjkami Gapiszona, będzie podwójnie zachwycony, gdyż ilustracje do „Cześć, Tato!” opracował sam Bohdan Butenko!

czwartek, listopada 08, 2012

CO-SLEEPING W NASZYM WYDANIU

Od kiedy wróciłam do pracy z końcem sierpnia, nasz Maluch zaczął się budzić w nocy. I byłoby pół biedy, gdyby budził się raz, ale On potrafi nawet kilkanaście razy w ciągu tylko jednej nocy! Wcale nie jest głodny, ani spragniony, chce tylko się przytulić... Dla nas to nowość, bo od 3. miesiąca Mały przesypiał nieprzerwanie po 11-12 godzin! Mieliśmy chyba za dobrze, bo się skończyło...

Na początku walczyliśmy: płacz Rysia- śpiewanie kołysanek- ciągły płacz- masowanie plecków- jeszcze głośniejszy płacz- lulanie na rękach- spokój Młodego- odkładanie do łóżeczka- wrzask- lulanie- spokój- odkładanie do łóżeczka- wydzieranie się wniebogłosy- lulanie itd. aż do rana. Oczywiście robiliśmy zmiany z Mężem, ale i tak po kilkunastu nocach nie daliśmy już rady. Zaczęłam więc po pierwszej nocnej pobudce zabierać Młodego do naszego łóżka i o dziwo spał lepiej, choć nie znaczy idealnie. Poczuł chyba przestrzeń i zaczął szaleć (w czasie snu oczywiście), to się przytula do Taty, to Mu przywali z liścia i przytuli się do Mamy, to kopnie ją w pierś, to zrobi obrót 180, a nawet i 360...

Taaaaaak... Rysiu już się wysypia. My- Rodzice, nie... 
 

Ulubioną pozycją Rysia do spania z Rodzicami w łóżku jest chyba pozycja na „H” (4 u góry), ale wszystkie zaprezentowane są nam znane...
A jak śpi Wasze dziecko, kiedy zdarzy się, że „uprawiacie” co-sleeping?

środa, listopada 07, 2012

„KRAINA ELFÓW I WRÓŻEK. KSIĘGA RÓŻOWA”, Christl Vogl, Wyd. Debit 2012

Czy elfy i wróżki naprawdę istnieją? Po przeczytaniu tej książki, już nikt nie będzie miał wątpliwości. Okazuje się, że elfów jest na świecie mnóstwo! Czy tyle, ilu jest ludzi? Tego nie wiem, ale kto wie... Na pewno jest Pierwiosneczka, Przebiśnieżanka, Krokusieńka, Tulipanusia, Żonkileczka, Zimownisie, Jagodaczek, Mcholudki, Fiołeczkownisia, Cyklamenka i 44 inne o pięknych imionach. Każdy elf ma ważne zadanie do spełnienia oraz niesamowite zdolności. Poza tym jednak, te bajkowe stworzenia (duszki? bożki natury?) ciekawie spędzają czas, mają swoje marzenia, radości, smutki, ... Można powiedzieć, że chwilami ich życie przypomina trochę nasze... 


W Księdze różowej poznacie kilkadziesiąt krótkich, lecz niezwykłych opowieści. Z każdej z nich, można wywnioskować coś mądrego. Ilustracje pomogą dzieciom wyobrazić sobie opisane elfy i wróżki, choć i tak pewnie każdy ma swoje indywidualne wyobrażenie. I niech Wam nawet nie przyjdzie do głowy myśl, że te sympatyczne stworzenia są tylko dla dziewczyn!

wtorek, listopada 06, 2012

„PAMIĄTKI BABUNI”, E. Waśniowska, Wyd. Mila 2006

Babcia. Senior rodu. Najmądrzejsza osoba. Bogata w doświadczenie. Niska, drobna, słaba, a jednak taka silna. Tyle już w życiu przeszła, tyle nacierpiała, tyle trudu włożyła, a jednak każdego obdarzy uśmiechem i dobrym słowem. Zawsze można do niej przyjść- wysłucha, doradzi, pomoże. Nigdy nie narzuca swojego zdania, choć chce poznać poglądy innych.

Nie nadąża za dzisiejszym światem, który różni się od czasów Jej młodości, a Ona i tak wciąż zaskakuje mnie swoją ciekawością młodego człowieka. Nierzadko młodsze pokolenia nie są w stanie pojąć tego, co Ona rozumie.

Moja Babcia. Cudowna, wspaniała, kochana Babcia.

Kiedy jako dziecko przychodziłam do Dziadków, wyciągali z szuflad swoje skarby. Były to czarno-białe zdjęcia, pocztówki, wojskowe odznaczenia Dziadka, korale Babci, guziki i inne różności. Pamiątki i cuda. Przedmioty praktyczne i nie wiadomo jakie.

Dziś przychodzę do Babci z Mężem (który jest traktowany jak rodowity wnuk) oraz Synkiem, czyli Jej prawnukiem. Szuflady są już inne, niż w czasach mojego dzieciństwa, ale i tak tkwią w nich te same skarby (dokładnie te same!!!) powiększone o laurki od wnucząt, listy z wakacyjnych wyjazdów, rodzinne zdjęcia czy ręcznie wykonane dziecięcymi łapkami upominki :)

Jeśli macie ochotę wraz z Waszymi starszymi dziećmi powspominać babcine pamiątki, skarby i historie, przenieść się w beztroskie lata dzieciństwa, zachęcam do poczytania pięknych i nastrojowych wierszy Emilii Waśniowskiej pod tytułem nomen omen „Pamiątki Babuni”.

Książka wydana jest w twardej oprawie, strony wykonane są z dobrego gatunkowo papieru, a stylowe ilustracje stanowią dopełnienie tego dzieła.

Tomik wierszy „Pamiątki Babuni” adresowałabym do starszych dzieci w wieku szkolnym, młodzieży oraz dorosłych.

piątek, listopada 02, 2012

„FRANKLIN I PRZYJĘCIE U CIOCI”, Wydawnictwo Debit 2012

To już moja ostatnia recenzja o Franklinie. Przynajmniej na razie. O jakiej przygodzie tym razem przeczytaliśmy? A no o przyjęciu u cioci artystki... Jeżeli będzie to Wasze pierwsze spotkanie z artystą, to Wasze dzieci dowiedzą się, że w pracowni artystów dużo się dzieje (my z Rysiem już to wiemy, a nawet znamy z doświadczenia, gdyż Tatuś właśnie artystą jest …)! Autor zapomniał tylko dodać, że artyści w szale pracy robią bałagan, który nazywają artystycznym nieładem ;) Może nie chciał tym samym zachęcać maluchy do nieporządku...

Ciocia Emi miała w swoim sklepiku- warsztacie maszynę do robienia baniek mydlanych (mój Rysio byłby taką zachwycony!). A efektami pracy tejże maszyny, chciała zwabić gości z całego miasta na przyjęcie. Ale, ale! Tym razem mądry Franklin, postanowił w tym przeszkodzić! Nie chciał, by do cioci zawitali goście. Dlaczego? Co się stało i jak skończyła się ta historia?

Z serią „Franklin i przyjaciele” dziecko odkrywa ciekawość świata, poznaje rzeczywistość, przyswaja zasady kodeksu grzeczności oraz norm społecznych, uczy się rozpoznawać i nazywać emocje, a także przyswaja sobie wiele cennych wartości.

niedziela, października 28, 2012

„FRANKLIN POMAGA POKONAĆ TREMĘ”, Wydawnictwo Debit 2012

Dziś znowu o Franklinie i jego kolejnej przygodzie. Tym razem o cudzie natury oraz tremie przed publicznym występem króliczka. Muszę przyznać, że ten mały żółwik, choć jest dzieckiem, jak nasze pociechy, to jest niezwykle mądry i dojrzały, jak na swój wiek ;) Tłumaczy rzeczywistość prawie jak rodzic ;)

Wszystkie książeczki o Franklinie Wydawnictwa Debit są jednakowo wydane. To znaczy mają ten sam format, miękką okładkę oraz strony, taką samą szatę graficzną, przybliżoną ilość stron oraz walory poznawcze i wychowawcze. Ilustracje są w nich duże, proste, mają charakter komputerowy (wyglądają wprost jak kadry z bajki), a tekst jest wyraźny, może więc go samodzielnie czytać mały uczeń.

Z serią „Franklin i przyjaciele” dziecko odkrywa ciekawość świata, poznaje rzeczywistość, przyswaja zasady kodeksu grzeczności oraz norm społecznych, uczy się rozpoznawać i nazywać emocje, a także przyswaja sobie wiele cennych wartości.

Każda książeczka opowiada innych historię, godną przeczytania :)

piątek, października 26, 2012

„FRANKLIN I SKACZĄCE BUTY”, Wydawnictwo Debit 2012

Czy Wasze dzieci marzą o skaczących butach? Pewnie tak, i to tak samo mocno, jak Franklin. Dzięki taki butom, można by zrezygnować z windy i od razu skakać do domu, na ostatnie piętro... Albo zrywać jabłka z samego szczytu drzewa... Albo bawić się razem z kangurami, jak równy z równym...

Chcę mieć skaczące buty! I Franklin także (a on jest dzieckiem, więc jemu bardziej przystoi nić mnie...). Żółwik ma bardzo mądrych rodziców. Dali mu oni szansę, na posiadanie niezwykłych butów- jeśli na nie zapracuje, zdobywając 4 naklejki w nagrodę (no proszę, nawet w bajkach, rodzice stosują metody behawioralne...)- rodzice kupią mu wymarzony sprzęt. Franklin bardzo się stara, więc udaje mu się spełnić swoje marzenie. Otrzymuje skaczące buty! Ale to nie koniec tej opowieści! Co działo się dalej? Skoczcie do księgarni i  przeczytajcie razem z dziećmi ;)

środa, października 24, 2012

„MÓJ STRASZNY BRAT”, W. Wodziczko, Wydawnictwo Debit 2011

Autor książeczki nie ściemnia- mieć starszego brata- szczególnie jeśli jest się dziewczynką- nie jest łatwo. Bo taki brat daje w kość- nie dosyć, że nie lubi się myć, nie dba o porządek, kocha robale, pająki i żaby, to jeszcze „głośno siorbie, kicha i czka, mówi, choć pełną buzię wciąż ma”! Och, nie lubi grzecznie się zachowywać, nie lubi... I jak z takim gościem wytrzymać?! Czy w ogóle fajnie jest mieć brata? Mimo tych wszystkich strasznych dźwięków, jakie wydaje oraz jego okropnych zachowań, brat jest silny, można na nim polegać i ma dobre serce.

Oryginalność tej książki stanowi moduł dźwiękowy- na co drugiej stronie mieści się oznaczone miejsce, które należy nacisnąć. Usłyszymy wtedy... odgłos bekania, puszczania bąka, kichania, dawania całusa oraz rechot żaby.

Musicie sami zdecydować, czy widzicie coś złego, w ukazaniu w taki sposób zachowania strasznego brata, czy potraktujecie to wydanie, jako zabawną opowieść. Na pewno książeczka jest kontrowersyjna- jedni będą nią zniesmaczeni, a inni się uśmieją. Może nawet znajdą się i tacy, którzy potraktują ją, jako świetny materiał edukacyjny do nauki dobrych manier...

poniedziałek, października 22, 2012

„FRANKLIN UCZY SIĘ WSPÓŁPRACY”, Wydawnictwo Debit 2012

Franklin to znana postać z serii telewizyjnych filmów animowanych „Franklin i przyjaciele”. Tym razem jego przygoda została opowiedziana w ilustrowanej książeczce.

Współpraca. To trudna nauka. Właściwie umiejętność tą zdobywamy całe życie. Bo nie chodzi w niej tylko o to, by przynosiła efekty, lecz przede wszystkim o to, by była partnerska, nikogo nie raniła, nie prowadziła do konfliktów. Uczyć się jej należy od najmłodszych lat- na podwórku, w szkole, w rodzinie, w tramwaju i wszędzie, gdzie popadnie. A książka może być początkiem tej nauki. Z pomocą, więc przybywa Franklin z przyjaciółmi.

Mały żółw oraz właśnie jego przyjaciel miś, wpadli na wspaniały pomysł- zorganizowanie wyścigów skrzynkowych wozików. Udało się im znaleźć sponsora nagród oraz chętnych uczestników. Hmm... niestety, jak to i w życiu bywa, podczas przygotowywania swojej zabawki wyścigowej, para przyjaciół poprztykała się :( Wspólny udział w zawodach był więc wątpliwy...
Czy żółwik i miś dogadali się w końcu? Na czym polegała lekcja współpracy oraz jak skończyła się ta historia? Zachęcam do lektury :)

piątek, października 19, 2012

ZUPA Z SOCZEWICY I SZPINAKU JAMIE OLIVER'A

Przepyszna zupa, która zachwyca małych i dużych.
To kolejny przepis z akcji kulinarnej Jamie Oliver pod nazwą „Podaj dalej”. Wciągnął się w nią cały świat. W tym i ja ;) O co chodzi? Przypomnę- kucharz chciałby, by ugotować coś według jego przepisu i nauczyć gotowania chociaż 4 osoby. Każda z nich, ma nauczyć kolejne 4 itd. Dzięki temu proste, smaczne i zdrowe jedzenie będzie umiało przyrządzić coraz więcej ludzi...

Składniki:
2 marchewki
2 łodygi selera naciowego (a ponieważ my nie lubimy tego warzywa, dodałam kawałek zwykłego selera i też zupa wyszła smakowita)
2 średnie cebule
2 ząbki czosnku
oliwa
kawałek świeżego imbiru wielkości kciuka (lub suszony, mielony)
ok. 30-40dag mięsistych pomidorów
30dag czerwonej soczewicy
30dag szpinaku
sól morska, pieprz czarny świeżo zmielony
jogurt naturalny oraz musztarda jako dodatki
2 kostki bulionowe jeśli nie możesz się bez nich obejść (nie stosuję!)

Przygotowanie:
Obierz marchewki i pokrój w grube plasterki. Pokrój selera w plasterki. Obierz i posiekaj grubo cebule. Obierz czosnek i pokrój w plasterki. Postaw duży rondel na średnim ogniu i wlej 2 łyżki oliwy. Dodaj wszystkie pokrojone i posiekane składniki i wymieszaj drewnianą łyżką. Gotuj ok. 10 minut pod uchyloną pokrywką, aż marchewki będą miękkie, ale nie stracą kształtu, a cebula uzyska delikatnie złocisty kolor. W tym czasie obierz i pokrój imbir w cienkie paski. Usuń ogonki i skórkę z pomidorów, pokrój je w dużą kostkę. Wrzuć kostki bulionowe do dzbanka i rozpuść je w 1,8l wrzącej wody (lub opcja bez kostek bulionowych, a z samą wodą). Dodaj wodę do warzyw w rondlu, dodaj też soczewicę, imbir i pomidory. Całość dobrze wymieszaj i zagotuj. Zmniejsz ogień do małego i gotuj 10 minut, albo do momentu, kiedy soczewica będzie miękka. Dodaj szpinak i gotuj jeszcze 30 sekund (szpinak gotuje się bardzo krótko!).
Przed podaniem przypraw solą i pieprzem, a następnie dodaj musztardę. I teraz można urozmaicać zupę według upodobań: można dodać starty ser żółty; można dodać jogurt naturalny; można zupę zmiksować na gładko lub nie. Wszystkie opcje są idealne!


wtorek, października 16, 2012

„BYŁ RAZ SOBIE KRASNOLUDEK”, A. Oppman, Wyd. Kefas 2010

Nie pamiętamy nic, co wydarzyło się przed 3-4 rokiem naszego życia... W takim razie bajkę pt. „Był raz sobie krasnoludek” musiano mi czytać właśnie w tym okresie, bo niestety bajki tej nie kojarzę z dzieciństwa! A to podobno niemożliwe, gdyż „wychowały się na niej pokolenia polskich dzieci”...

Teraz poznałam ją na nowo i czytam swojemu Synkowi:
„Był raz sobie krasnoludek
taki mały jak szpileczka,
miał swój domek i ogródek
w głębi lasu, na listeczku”...

Bajeczka jest krótka, prosta, rymowana, uczy przede wszystkim, że dobro powraca, czyli wpływa na budowanie pozytywnych wartości. Wydana tym razem przez Wydawnictwo Kefas ma miękką oprawę, kolorowe, proste ilustracje i wyraźną czcionkę.

Warto zapoznać nasze dzieci z tym oto krasnoludkiem, a na pewno przyniesie to korzyści.

niedziela, października 14, 2012

„ZDROWA KUCHNIA DLA DZIECI”, A. Kłosińska, Oficyna Wydawnicza Vocatio 2012

Nadmiar białka wywołuje infekcje. Mięso i wędliny wpływają negatywnie na gospodarkę hormonalną. Cukier to droga do cukrzycy, otyłości, awitaminozy i innych chorób. To co podawać dzieciom, by rosły zdrowo i miały też przyjemność z jedzenia???

Zacząć należy oczywiście od samego początku, czyli już od pierwszych posiłków malucha- mleka matki. Karmienie piersią jest naturalne, a jednak często pojawiają się z tym problemy. Między innymi młoda mama zastanawia się, co jeść. Co jej wolno, a czego nie wyjaśnia Anna Kłosińska w książce „Zdrowa kuchnia dla dzieci”. Dalej prezentuje ona kalendarz rozszerzania diety niemowląt. Opisuje krótko, lecz rzeczowo z czego czerpać składniki odżywcze, czym karmić nasze pociechy, by były zdrowe. Odpowiada także na ważne pytania, między innymi: czy zmuszać dzieci do jedzenia mięsa? Czy muszą one pić mleko? Jak jeść warzywa? Dlaczego jabłko jest lepsze od banana? Czego unikać w diecie? A po tym ciekawym wstępie, czas na praktykę, czyli smaczne przepisy.

Książeczka nie jest obszerna, lecz na pewno jest konkretna. Zawiera podstawowe informacje o żywieniu dzieci, które powinien znać każdy rodzic. Nie ma tu zdjęć potraw, ani bogatej szaty graficznej, ale czy to ma jakieś znaczenie, kiedy szukamy wskazówek dotyczących zdrowych nawyków żywieniowych? Czasem trzeba wybrać- piękne wydanie, lecz bezwartościowa treść (lub plagiat, o czym było głośno kilka miesięcy temu...) lub prosty wygląd i całkiem mądra treść i na pewno wiele praktycznych pomysłów autorki.

poniedziałek, października 08, 2012

„BOBAS LUBI WYBÓR”, G. Rapley, T. Murkett, Wyd. Mamania 2010

Czy można dać 6-miesięcznemu maleństwu wybór, co ma zjeść? Czy dobrym pomysłem jest postawienie przed nim talerzyka z kawałkami (tak, z kawałkami, a nie papką!) jedzenia? A dlaczego nie?!

Karmienie dziecka kawałkami „dorosłego” jedzenia, jest metodą starą jak świat, lecz trochę krytykowaną ze strachu przed zakrztuszeniem się i pewnie też odrzucaną z innych niewiadomych powodów. Gill Rapley i Tracey Murkett postanowiły ją odświeżyć oraz wypromować jako Baby-led Weaning (w skrócie BLW). I wcale nie udają, że same ją wymyśliły, lecz podkreślają, że jest to „naturalna metoda wprowadzania pokarmów” znana od wieków. BLW można już wprowadzać od 6.miesiąca życia dziecka- od razu, bez etapu, w którym podajemy papki. I pewnie teraz w Waszych głowach rodzi się mnóstwo pytań i wątpliwości- a czy to na pewno bezpieczne? a po co dawać tak małemu maluchowi stałe pokarmy? a skąd mam mieć pewność, czy nie jest na to za wcześnie? a czy jedzenie łyżeczką nie jest bardziej higieniczne? I tak dalej, i tak dalej..., pewnie każdy rodzic martwi się o coś innego... A autorki książki zapewniają, że BLW wyjdzie na zdrowie całej rodzinie!

Warto zastosować metodę „naturalnego wprowadzania pokarmów stałych” przede wszystkich dlatego, że:
  • dziecko uczy się jedzenia przy stole z całą rodziną oraz jedzenia tego, co pozostali domownicy,
  • maluch czuje, że ma wolność wyboru, nikt go nie zmusza, dzięki czemu uruchamia swoją naturalną ciekawość,
  • brzdąc uczy się nowych doznań dotykowych, poznając kolejne produkty; ćwiczy także motorykę ręki,by trafić do buzi,
  • niemowlę przeżuwając kawałki pokarmu, trenuje aparat mowy,
  • dziecko staje się szybciej samodzielne,
  • maluszek sam decyduje, kiedy zaprzestać karmienia go mlekiem matki bądź modyfikowanym w dużych ilościach,
  • i przede wszystkich, wszystko to odbywa się w zgodzie z naturą oraz całym poszanowaniem dla małego człowieka. W BLW nie ma miejsca na wpychanie dziecku łyżeczki na siłę lub zagadywanie go lecącym samolocikiem.

No i co Wy na to? Czy choć troszeczkę jesteście zaintrygowani baby- led weaning? Czy dacie swojemu bobasowi wybór? Zanim zdecydujecie, odsyłam Was do głębszego zapoznania się z metodą w książce pt. „Bobas lubi wybór” Wydawnictwa Mamania.

wtorek, października 02, 2012

„KUBUŚ PUCHATEK I PRZYJACIELE. POZNAJMY SIĘ”, Wyd. Egmont 2012

Już za kilka dni- 14 października, Kubuś Puchatek skończy … 86 lat! Niesamowite, że ciągle uwielbiają go najmłodsi i to niezmiennie od 1926 roku. A może i bardziej- za sprawą kolorowych i pięknych wydań książeczek, zabawnych seriali animowanych, coraz to wymyślnych gadżetów?

Zastanawiam się, czy w dzisiejszych czasach jest jeszcze możliwe wymyślenie przez pisarzy międzypokoleniowego bohatera? Czy za 100 lat, ktoś jeszcze będzie czytać i zachwycać się Harry Potterem? A pisarze XX wieku podarowali nam wiele mądrych i ponadczasowych postaci, między innymi Kubusia Puchatka, o którym dzisiaj piszę.

Czas przedstawić tego sympatycznego misia i jego przyjaciół kolejnego pokoleniu- pokoleniu mojego Synka. Na pierwsze spotkanie z Kubusiem wybrałam książeczkę „Kubuś i Przyjaciele. Poznajmy się”. Jest to wydanie idealne dla roczniaka, gdyż:
  • zawiera grube, tekturowe strony, które z łatwością można przewracać małymi rączkami,
  • zawiera proste ilustracje bohaterów, bez zbędnych udziwnień oraz rażącego tła,
  • na jednej stronie zamieszczono krótki tekst, a obok- na drugiej- odpowiednią ilustrację,
  • ilustracje podzielone są na 3 duże elementy- puzzle, które można wyciągać i układać!
  • o każdym bohaterze napisano zabawny i prosty wierszyk, którego można nauczyć się na pamięć ;) ,
Całość to piękna puzzlowa książeczka, która uczy i bawi malucha.
Teraz mam kolejny patent na spokojne zjedzenie kolacji przez mojego Rysia. Kubuś Puchatek ma na niego dobry wpływ- tak go zainteresuje, że Młody otwiera buzię ze zdziwienia, przełyka i znowu otwiera, a mama podstępnie pakuje Synkowi pożywną kaszkę …

poniedziałek, października 01, 2012

TEST GRY ONLINE „WYSPA JAKE'A”


Niedawno testowaliśmy z Rysiem nową zabawkę do kąpieli DISNEY FISHERPRICE- JAKE I PIRACI Z NIBYLANDII. Dziś napiszę Wam, jak jeszcze Wasze przedszkolaki mogą spędzić czas z niezwykłym piratem. Mało tego- będzie to przyjemność z pożytecznym, czyli zabawa połączona z nauką. 



Interaktywna gra „Wyspa Jake'a” to tak naprawdę 4 różne propozycje gier! „Ucieczka na deskorolce”, „Tortowa przygoda Haka”, „Bananowe szaleństwo”, „Dobrze się przyglądaj, piracie”. Każda z nich uczy najmłodszych oczywiście obsługi podstawowych klawiszy (to taka oczywista oczywistość), ale także poznawania kierunków, położenia w przestrzeni, nazw przedmiotów, ćwiczy spostrzegawczość, czy koordynację ręka-oko. Obawiasz się, że Twój maluch nie poradzi sobie z ewentualną przegraną? Nie martw się. Pirat Jake zadba o to, by nikomu nie było przykro. Gry bawią, śmieszą i zachęcają do ponownych prób.

Poza grami, platforma umożliwia mnóstwo innej zabawy, na miarę prawdziwego poszukiwacza przygód i skarbów. Po Wyspie Jake'a oprowadzi milusińskich sympatyczna pani lektor, a w tle usłyszeć można radosną muzykę.

Interaktywna gra „Wyspa Jake'a” w całości nawiązuje do serialu animowanego Disney Junior „Jake i Piraci z Nibylandii”. Serial „Jake i Piraci z Nibylandii” opowiada o przygodach trójki młodych piratów, próbujących przechytrzyć kapitana Haka i jego towarzysza Swądka. Iza, Fajtek oraz stojący na czele załogi młodych piratów Jake opuszczają kryjówkę na Wyspie Piratów i wraz z papugą o imieniu Czachuś wypływają statkiem Łajbkiem na poszukiwanie zaginionych skarbów. Kapitan Hak jest gotowy zrobić wszystko, aby zdobyć łup jako pierwszy. Dlatego Jake będzie potrzebował pomocy swoich przyjaciół, aby ich przechytrzyć i odszukać skarb.

Serial powstał w oparciu o program wczesnego nauczania , który sprzyja rozwijaniu umiejętności fizycznych, emocjonalnych i społecznych, a także samodzielnego myślenia i dokonywania madrych wyborów.
Kluczowym elementem serialu jest praca zespołowa. Jake i jego załoga wspierają się nawzajem, dając najmłodszym telewidzom wzór do naśladowania. W serialu „Jake i Piraci z Nibylandii” pojawiają się również łamigłówki matematyczne – mali widzowie mają okazję do liczenia, rozpoznawania wzorów, kształtów oraz definiowania wielkości czy odległości.
Dobra zabawa nie może się obyć bez odpowiedniej muzyki – w serialu jest to oryginalna „piracka muzyka rockowa” skomponowana przez zespół The Never Land Pirate Band.

Z okazji premiery 2. sezonu serialu „Jake i Piraci z Nibylandii” kanał Disney Junior przygotował
dla małych widzów niespodziankę. Już 23 listopada wyświetlony zostanie odcinek specjalny pod tytułem „Łajbek uratowany”. Premiera serialu 19 października, o godz. 7:20 tylko w Disney Junior.