wtorek, stycznia 29, 2013

„CECYLKA KNEDELEK I ULICA NALEŚNIKOWA”, J. Krzyżanek, Wyd. Jedność 2013

Pamiętacie Cecylkę Knedelek? Tę, która mieszka w Starym Knedelkowie- bardzo smacznej miejscowości. Każdy jej mieszkaniec specjalizuje się w przyrządzaniu jakiejś pysznej potrawy, można więc powiedzieć, że mieszkają tam sami mistrzowie kuchni! Ulice w Starym Knedelkowie noszą także smakowite nazwy. Istnieje na przykład ulica Naleśnikowa, która co roku 13 czerwca obchodzi swoje święto. W ten dzień organizowany jest konkurs naleśnikowy. Mniammmmmm, chciałabym być w jury!

A Wy lubicie naleśniki? Jestem pewna, że uwielbiają je Wasze pociechy! Zatem musicie koniecznie podarować im książeczkę o „Cecylce Knedelek i ulicy Naleśnikowej”. Opowiada ona smaczną historię naleśnikową każdego z uczestników konkursu oraz zawiera przepyszne przepisy. Aż ślinka cieknie! Nie są to zwyczajne, znane wszystkim pomysły na placuszki, oj nie. To niecodzienne receptury na proste, aczkolwiek piękne i smakowite naleśniki. O niektórych można by rzec, że to rękodzieła! Zasmakują wszystkim- i dużym i małym łasuchom, a nawet niejadkom, bo nikt nie będzie w stanie się im oprzeć. Jeżeli oczywiście zdecydujecie się na ich przyrządzenie...

Pichcenie z Cecylką Knedelek to nie tylko przepisy na wyśmienite dania, ale także na udaną i pouczającą zabawę! To również uczta dla oczu- zabawne, kolorowe i piękne ilustracje, apetyczne zdjęcia i w końcu artystyczny finał na talerzu!

Zachęcam mocno do poznania kolejnych przygód Cecylki Knedelek. Pędźcie do księgarni i do patelni!

piątek, stycznia 25, 2013

„WYCHOWANIE W DUCHU EMPATII”, M.B. Rosenberg, Wyd. MiND 2012

Mało jest ludzi znanych i cenionych, którzy publicznie potrafią się przyznać do swoich porażek. Tym bardziej mało jest specjalistów z dziedziny pedagogiki czy psychologii, którzy otwarcie mówią o swoich wychowawczych błędach. Jednak Marshall B. Rosenberg nie wstydzi się głosić wszem i wobec o swoich niedoskonałościach w roli ojca. Jest na tyle mądrym i świadomym rodzicem, by porażki poddawać refleksji, wyciągać z nich naukę, nie powtarzać błędów i przekazywać innym swoje doświadczenia.

piątek, stycznia 18, 2013

„MAGIC MOLLY. KOTEK CZAROWNICY”, H. Webb, Wyd. Znak Emotikon 2013

Rodzice małych uczniów pytają mnie czasem, co zrobić, by ich dzieci chciały czytać coś poza obowiązującą czytanką czy lekturą. Przede wszystkim nie ma sensu zmuszać- to przynosi zawsze odwrotny skutek, który trudno jest odkręcić w przyszłości. Podpowiadam, by zachęcać, wspólnie wybrać się do księgarni lub biblioteki i pozwolić wybrać dziecku, to co ma ochotę samodzielnie przeczytać. Możemy mu w tym pomóc, proponując książki, które związane są z zainteresowaniami młodego czytelnika. Dziewczynki bardzo często szaleją na punkcie mody lub zwierzaków. Jeśli Wasza córka wybiera to drugie, mam dziś dla Was tytuł, który na pewno ją zachwyci, a i Wy możecie być spokojni, że to odpowiednia lektura dla młodej damy.

„Magic Molly. Kotek czarownicy” to pierwsza książeczka z bestsellerowej serii o przygodach dziewczynki, potrafiącej rozmawiać ze zwierzętami. Ta 7-latka obdarzona niezwykłym darem, całym swoim dziecięcym sercem kocha wszystkie zwierzaki i chce zostać weterynarzem, jak jej tata. Pierwsza jej przygoda opowiada o kocie...

Pewnego dnia, zwyczajnego jak każdy inny, mieszkanka miasteczka znajduje małego kotka. Ponieważ troszczy się o zwierzęta, zabiera go do weterynarza. Tam, jak co dzień zagląda Molly. Jest zauroczona kotkiem, czuje, że jest niezwykły i potrzebuje jej pomocy. Futrzak jest zdrowy, energiczny, emanuje tajemniczą magią, lecz niestety zgubił się podczas odkrywczej zabawy. Nie potrafi wrócić do swojego domu, wydaje się, że właściciel go nie szuka, a też nikt nie chce go zaadoptować, bo ma w sobie coś „dziwnego”. Molly nie może zapomnieć o kotku, a on o niej! Jak zakończy się ta historia? Podpowiem, że ciekawie. Dziewczynka będzie musiała przezwyciężyć w sobie swój lęk, dowie się też czegoś nowego o sobie.

To powieść magiczna, ciepła, pełna dobrej mocy. Napisana prostym językiem, odpowiednią czcionką dla początkujących czytelników, nie powinno więc być problemu z jej samodzielnym zrozumieniem i przeczytaniem.

Ponadto z serią książek „Magic Molly” związana jest akcja Wydawnictwa Znak we współpracy z Towarzystwem Opieki Nad Zwierzętami, skierowana do szkół podstawowych. Klasy mające ochotę pomóc bezdomnym zwierzętom z całej Polski, powinny przygotować prace plastyczne. 2O wybranych klas zostanie honorowymi sponsorami zwierzaka w wybranym schronisku. Koszty utrzymania pupila pokryje Wydawnictwo Znak. Akcja super, więc zachęcam wszystkich do udziału! Nauczmy nasze dzieci, jak należy dbać o zwierzaki!

niedziela, stycznia 13, 2013

ZUPA MEKSYKAŃSKA

Składniki:
ćwiartka z kurczaka
2 cebule
3 ząbki czosnku
czerwona papryka
papryczka chili (jeśli zupę będą jadły młodsze dzieci, nie dodajemy chili)
zielona papryka
puszka kukurydzy
puszka pokrojonych pomidorów
70g makaronu nitki
oliwa
sól, pieprz
natka pietruszki
1 łyżeczka przyprawy do rosołu lub bulionu eko

Przygotowanie:
Papryczkę chili oczyszczoną z nasion, cebulę oraz czosnek siekamy i podsmażamy na oliwie. Solimy i pieprzymy. Dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę, dusimy razem ok. 10 minut. W tym czasie zagotowujemy w garnku ok. 2 litrów wody. Wkładamy do niej ćwiartkę kurczaka oczyszczoną ze skóry, dodajemy łyżeczkę przyprawy do rosołu lub bulionu eko. Gdy kurczak się podgotuje, wyjmujemy go i drobno porcjujemy. Do pozostałej gotującej się ciągle wody/ rosołu dodajemy makaron. Po ok. 7 minutach przelewamy do zupy warzywa z patelni, pomidory i kukurydzę. Mieszamy, zagotowujemy i wyłączamy kuchenkę. Doprawiamy do smaku. Dekorujemy natką pietruszki. Można podawać ze śmietaną.

piątek, stycznia 11, 2013

POSZUKIWANE: ANGELINA I BASIA!

  Barbara Sala
 Angelina Kisielewska
 
wygrały w sylwestrowo- noworocznym konkursie blogowym.
Niestety nie zgłosiły się jeszcze ze swoimi danymi adresowymi,
a nagrody czekają!
Jeśli znacie Basię lub Angelinę, dajcie im znać!!!

Czekam do niedzieli 13 stycznia (włącznie), jeśli się nie odezwą wybiorę kolejnych zwycięzców (a te niestety przepadną)...

środa, stycznia 09, 2013

„SUBTELNA REWOLUCJA. LICZENIE OD PIERWSZEGO ROKU ŻYCIA”, G. Doman, J. Doman, Wyd. Helion 2012

Nigdy nie byłam dobra z matmy. Nienawidziłam jej, nie raz ryczałam z jej powodu. I nie raz miałam z nią problemy, zwłaszcza w szkole średniej. Wiem na pewno, że to nie ja będę odrabiać lekcje z matematyki z moimi dziećmi, a „zatrudniony” do tego zadania będzie Tata. Jednak nigdy nie będę krytykować tej dziedziny nauki i mówić o niej cokolwiek złego, bo nie chcę by moje Pociechy podzielały moje podejście. Właściwie to byłabym skłonna nawet rozpocząć kształcenie Rysia w zakresie liczenia teraz, póki jestem w stanie przewyższać poziomem moje Dziecko ;) Przekonałam się do tego po lekturze „Subtelnej rewolucji. Liczenie od pierwszego roku życia”.

O autorze- Glennie Domanie- pisałam już wielokrotnie w odniesieniu do tablic do wczesnej nauki czytania MagWords czy poradników opracowanych na podstawie metody nauczania Domana. Słyszałam także o nim na studiach, poznałam wiele artykułów na temat jego działań, jednak nigdy dotąd nie miałam okazji przeczytać JEGO książki. I teraz dopiero mogę stwierdzić, że to wszystko, co wiedziałam wcześniej o nim i jego pracy, było niczym, a właściwie ciągle tym samym, w porównaniu z tym, czego dowiedziałam się z książki „Subtelna rewolucja...”.

Pochłonęłam ten poradnik w jeden długi wieczór, gdyż nie mogłam się od niego oderwać. Doświadczenie Domana, wnioski, podejście do pracy z dziećmi i rodzicami zapiera dech w piersiach. To opis niesamowitej podróży w głąb dziecięcego procesu nauczania, jednak ujęty błyskotliwie, krótko i zwięźle. Nie wyobrażajcie sobie, że ponad 200 stron książki traktuje o metodzie wczesnego nauczania matematyki. Tego sama bym nie przeżyła!!!

Niektóre prawdy Domana najchętniej zapisałabym wielkimi literami i powiesiła przy wejściu do każdej szkoły: „Rodzic nie może nigdy zapomnieć, że nauka to najbardziej ekscytująca zabawa, a nie praca. Nauka to nagroda, nie kara. Nauka to przyjemność, a nie obowiązek. Nauka to przywilej, a nie pozbawianie czegoś (...)”.

A jeśli chodzi o nauczanie liczenia, to im wcześniej, tym lepiej dla dziecka. Sami nie musimy być matematycznymi geniuszami, by uczyć nasze maluchy. Podobno matematyka jest tak prosta i zrozumiała, że tylko my dorośli (niektórzy oczywiście) mamy z nią problem, gdyż doszukujemy się w niej nie wiadomo czego.
Doman przekonuje:
„Małe dzieci chcą się uczyć liczyć.
Małe dzieci mogą się nauczyć liczyć (i im młodsze dziecko, tym to jest łatwiejsze).
Małe dzieci powinny się nauczyć liczyć (ponieważ dzięki temu nauczą się tego lepiej i łatwiej)”.

I jeszcze jedno. Łatwiej nauczyć nowych umiejętności roczne dziecko, niż dwuletnie. Łatwiej nauczyć nowych umiejętności dwuletnie dziecko, niż 3-latka. Łatwiej nauczyć nowych umiejętności 3-latka, niż 4-latka. Łatwiej nauczyć nowych umiejętności 4-latka, niż 5-latka. A później jest już coraz trudniej...

Nauczmy nasze małe pociechy czegoś więcej niż głosi stara „matematyczna” maksyma- „Umiesz liczyć, licz na siebie”...

Książka do nabycia w księgarni internetowej Septem.pl

czwartek, stycznia 03, 2013

PULPECIKI W SOSIE POMIDOROWYM

I znowu kulinarnie :)

Składniki:
250g dowolnego mięsa mielonego
puszka krojonych pomidorów
ok. 50g sera mozzarella w kawałku
łyżka śmietany lub startej mozzarelli
małe jajko
mała cebula
2 ząbki czosnku
łyżeczka majeranku
ewentualnie zarodki pszenne (zamiast bułki tartej)
sól, pieprz
odrobina oliwy

Przygotowanie:
Mięso mielone wkładamy do większej miski. Drobno siekamy cebulę, przeciskamy przez praskę czosnek, dodajemy do mięsa. Kroimy kostki mozzarelli o bokach ok.1cm. Do mięsa wbijamy jajko, doprawiamy majerankiem, solą i pieprzem. Łączymy dokładnie, mieszając ręką. Jeśli masa jest bardzo mokra dodajemy odrobinę zarodków pszennych. Bierzemy kostkę mozzarelli i obklejamy ją mięsem mielonym, formując małe pulpeciki. Ulepione pulpety wkładamy do parownika i gotujemy (nie podaję czasu, gdyż każdy parownik, parowar czy inne urządzenie do gotowania na parze ma inny czas gotowania). W tym czasie przygotowujemy sos. Na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy, na której przesmażamy minutę przeciśnięty przez praskę czosnek. Dodajemy pokrojone pomidory z puszki, solimy, pieprzymy, a następnie dusimy pod przykryciem ok. 5 minut. Dodajemy -do wyboru- łyżkę śmietany, serka mascarpone lub starty ser mozzarella. Mieszamy, by ser połączył się z pomidorami. Ugotowane pulpeciki wkładamy do sosu, dusimy razem jeszcze ok. 5 minut, polewając je sosem. Można na koniec posypać natką pietruszki lub dodać listki bazylii.

środa, stycznia 02, 2013

„MAMIE NA RATUNEK. NAUKA KORZYSTANIA Z NOCNIKA”, dr L. Sonna, Wyd. Helion 2010



Rysiak nadal nie jest zainteresowany swoim nocnikiem. Nie zmuszam go, czekam na właściwy moment, kiedy dojrzeje go pożegnania z pieluchami. Jednak, po cichu liczę, że nastąpi to zanim pojawi się drugie Maleństwo. Nie ukrywam, że ułatwiłoby mi to organizację oraz ograniczyło pieluchowe wydatki. Mamy więc jakieś pół roku na naukę...

Nie próżnuję w tym temacie. Postanowiłam sięgnąć po kolejny poradnik- „Nauka korzystania z nocnika”. Czy dowiedziałam się czegoś nowego? Całe szczęście- tak. Warto przeczytać tę książeczkę, ponieważ zawiera same praktyczne porady. Każda teoria jest zachętą do wypróbowania jej w praktyce. Czytając poradnik, rodzic może odnosić wrażenie, że nauka korzystania w nocnika nie jest „masakrą” czy końcem świata. Autorka otwarcie pisze, że w czasie treningu czystości cała rodzina musi się starać, by pomóc maluchowi, ale jest to normalny etap w naszym rodzinnym życiu, coś do przeżycia i już. Bez dramatu.

Znajdziemy tu wiele wskazówek, ćwiczeń, sprawdzonych metod dla dzieci w każdym wieku, to znaczy od niemowlaka po kilkulatka. Podkreślane są tu często 3 zasady: cierpliwość, konsekwencja i empatia. Ogromnym plusem poradnika jest też zamieszczenie w nim polskich tytułów książeczek dla dzieci, które mogą oswoić ich z tematem nocnika, wypróżniania się itp. Dorośli znajdą tu także tytuły innych poradników poruszających omawiany tu temat- wszystkie dostępne w języku polskim. Są też podane ciekawe strony internetowe.

W pewnych kwestiach mam jednak odmienne zdanie niż autorka:

  1. Dr L. Sonna podpowiada, by głośno komunikować dziecku, że ma smrodek w pieluszce, snuje smród, jego kupa śmierdzi i trzeba się tego pozbyć itp. Owszem, nasze odchody nie pachną pięknie, jednak- opierając się na psychologii dziecka- najmłodsi „utożsamiają” się z tym, co z nich wychodzi. Jeśli będziemy powtarzać, że kupa, którą zrobił maluch jest obrzydliwa, fuj i śmierdzi, będzie on odnosił takie komunikaty do swojej osoby- „to ja jestem obrzydliwy, śmierdzę itp.”! Dlatego nigdy nie mówmy w taki sposób o odchodach dzieci. Powiedzmy zwyczajnie np. „Zrobiłeś kupkę. Musimy teraz przewinąć pieluszkę”.
  2. Każdy trening musi prowadzić do sukcesu malucha. Autorka podkreśla, by nie nagradzać dzieci słodyczami, lecz i tak proponuje cukierek czy ciasteczko, gdyby żadna inna metoda nie zadziałała. Według mnie, NIGDY nie wolno nagradzać słodyczami czy fast foodami! W taki oto sposób wykształcamy złe nawyki nie tylko żywieniowe, ale wpływające na cały styl życia człowieka!



Mimo tych 2 wad (według mnie), warto przeczytać poradnik. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie. A i tak zawsze musimy być czujnymi rodzicami. Nawet jeśli na coś muszę przymknąć oko, z czymś się nie zgadzam, mogę skorzystać z innej rady, odpowiadającej mnie i mojej rodzinie...