piątek, czerwca 29, 2012

TRUSKAWKI POD KRUSZONKĄ WG NIGELLI


Nigello Lawson , dzięki za truskawki pod kruszonką! Są po prostu wyśmienite. Jak to się u nas mówi- „niebo w gębie” ;) A tak z ciekawości, po ile są u Was w Londynie truskawki? U nas w tym roku są okropnie drogie- po 9-11 zł ! Rozmawiałam wczoraj z panem Władziem z osiedlowego warzywniaczka. Zasmucił mnie, twierdząc że taniej już nie będzie, bo sezon na te owoce właśnie się kończy! Jak to?! Przecież nawet nie odczułam, że był jakiś sezon! Za taką cenę, to nie sezon...
Nigello, czekamy na kolejne wyśmienite dania!

Składniki:
truskawki (choć mogą być i inne owoce, np. jabłka, gruszki, śliwki itd.)
25g zmielonych migdałów
wanilia
110g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
75 g zimnego masła
100 g prażonych płatków migdałowych
75 g brązowego cukru

Przygotowanie:
W naczyniu żaroodpornym układamy pokrojone owoce. Posypujemy 25g zmielonych migdałów oraz odrobiną cukru i skrapiamy wanilią (zamiast tego można posypać cukrem waniliowym). Teraz wyrabiamy kruszonkę: z mąki, masła oraz proszku do pieczenia. Składniki te ugniatamy palcami, by powstały grudki, czyli kruszonka. Dodajemy 100g prażonych płatków migdałowych i 75 g cukru brązowego. Mieszamy już widelcem. Posypujemy owoce kruszonką. Całość zapiekamy 30 min. w 180 st. C.

środa, czerwca 27, 2012

„ANGIELSKI DLA DZIECI. KARTY OBRAZKOWE. 100 PIERWSZYCH SŁÓWEK”, Wyd. Edgard 2010


„Karty obrazkowe. 100 pierwszych słówek” do nauki podstaw języka angielskiego adresowane są do dzieci od lat 3. Sprzedawane są w praktycznym kartoniku, który mieści w sobie:
- 104 karty obrazkowe ze słówkami dotyczącymi tematów: Ja i moja rodzina, Moja twarz i moje ciało, Moje ubrania, Moje zabawki, Lubię jeść!, Lubię owoce i warzywa!, Umiem już liczyć!, Ile kolorów!, Pory roku i dni tygodnia, Jakie to jest? ;
  • Poradnik dla rodziców i nauczycieli;
  • Płyta CD z nagraniami słówek oraz piosenek angielskich w wykonaniu native speakerów.

Karty obrazkowe są wykonane z cienkiej tekturki. Po obu stronach znajduje się kolorowy rysunek; na awersie mieści się jego angielski podpis, a na rewersie- polskie tłumaczenie. Jest to odpowiednie rozwiązanie dla „wzrokowców”, czyli tych którzy uczą się szybciej na podstawie tego, co widzą. Dla „słuchowców” pomocna jest płyta CD z nagraniami uzupełniającymi pracę z kartami obrazkowymi.

W poradniku dla rodziców i nauczycieli natomiast, opisano proste, dostosowane do wieku zabawy indywidualne ( np. dla rodzica z dzieckiem) oraz grupowe ( np. dla nauczyciela z grupą maluchów)- łącznie 33 zabawy. Załączono także angielskie teksty piosenek z tłumaczeniem na polski.

Cały zestaw daje wystarczający kurs dla przedszkolaka, chcącego rozpocząć naukę języka angielskiego (lub raczej dla ambitnych rodziców, chcących uczyć swoje pociechy). Nie trzeba koniecznie zapisywać malucha na zajęcia w profesjonalnej szkole języków obcych. Można uczyć się poprzez zabawę w domu, z całą rodziną, w dogodnym dla nas wszystkich czasie, dostosowując tempo nauki do potrzeb małego ucznia. Stwarzamy mu więc indywidualny tok nauczania oraz domową, bezpieczną, pełną miłości atmosferę. A to przecież najważniejsze w rozwoju młodego człowieka. Jeśli jednak zdecydujecie się zapisać go na profesjonalne lekcje, „Karty obrazkowe” będą świetnym uzupełnieniem i utrwaleniem takich zajęć.

wtorek, czerwca 26, 2012

„HUMF I BUTY NA NIEPOGODĘ”, praca zbiorowa, Wyd. Olesiejuk 2012


No nie! Znowu pada! Mamy lato, a ciągle pada i pada. A jak wiadomo, „w czasie deszczu dzieci się nudzą”. Co tu robić jak ma się niecały rok i trzeba siedzieć zamkniętym w mieszkaniu? A no można rozlewać herbatę z kubków … można zjadać chusteczki higieniczne … można drzeć wypożyczone z biblioteki czasopisma … można gryźć mamę … można patrzeć przez okno i stukać w szybę krzycząc „Gue- gi! Prps gęgi iya ma yyyyyyyiii pa?!”, co w tłumaczeniu znaczy „Ty- deszcz! Kiedy wreszcie przestaniesz padać?!” Wtedy sięgnij po „Humf'a i buty na niepogodę”, weź swoje dziecię na kolana i zacznij mu czytać, pokazywać, tłumaczyć.

Humf to jest taki przyjemny w dotyku stworek. Ma milusie fioletowe futerko. A jego tatuś ma super kalosze. Humf też by takie chciał mieć. W końcu okazuje się, że fioletowy bohater nie może doczekać się deszczu! Czy aby z nim wszystko w porządku?! Po co wychodzić na deszcz z własnej woli? Oj, musicie sami przeczytać, by się tego dowiedzieć.

Gdy tylko wyciągam z biblioteczki „Humf'a”, Rysio już do mnie biegnie i wyciąga rączki. Humf'a można głaskać, drapać i tarmosić do woli. Poza tym książeczka jest idealna dla malucha także dzięki temu, że ma:
  • duże kolorowe ilustracje na prostym tle;
  • grube tekturowe strony, ułatwiające przekładanie a nieumożliwiające gniecenie;
  • mały format;
  • elementy rozwijające zmysł dotyku i wzroku- błyszczące, śliskie kalosze, materiałowy parasol oraz jak wspomniałam wcześniej- przyjemne w dotyku futerko Humfa.

poniedziałek, czerwca 25, 2012

„BYSTRZAKI”, C.J. Simister, Wyd. Esprit 2012


Większość rodziców jest nastawiona na odnoszenie sukcesów swoich dzieci w szkole. Ważne jest by przynosiły najlepsze oceny, zdobywały certyfikaty, brały udział w olimpiadach naukowych. Rzadko zwraca się uwagę na zdobywanie umiejętności „pozaszkolnych”. Wszystko, co młody człowiek robi- lekcje, zajęcia popołudniowe, zajęcia w czasie wolnym- powinno prowadzić do naukowego sukcesu. Nie zgadzamy się z nowa reformą szkolnictwa obniżającą wiek rozpoczęcia nauki w szkole, ale gdy już maluch staje się uczniem organizujemy mu mnóstwo edukacyjnych zajęć. Zdarza się nawet, że słyszę od rodziców prośby- „Proszę więcej zadawać do domu, bo on/ ona się nudzi” (on/ona = uczeń kl.1)... Tymczasem ludzie, którzy naprawdę odnieśli w swoim życiu spory sukces, nie uczyli się dla ocen, by być najlepszym, by tylko zaliczyć dany przedmiot. ONI odnieśli sukces, gdyż posiadają pewne cechy.

G.J. Simister prześledziła życie ludzi sukcesów oraz oparła swoją pracę z dziećmi na wypracowaniu nowatorskich metod uczenia się. Obecnie jest cenionym specjalistą, a także autorem wielu publikacji. Niedawno w Polsce nakładem Wydawnictwa Esprit wydano jej książkę pt. „Bystrzaki. Jak rozwinąć niezwykły umysł Twojego dziecka”. Przekonuje w niej, iż my- rodzice powinniśmy kształtować u dzieci:
  • „wytrwałość w obliczu napotkanych trudności,
  • wiarę w siebie, niezbędną do formułowania nowych, innowacyjnych i potencjalnie rewolucyjnych pomysłów,
  • cierpliwość konieczną do zatrzymania się, zastanowienia i podjęcia mądrych decyzji wobec nieprzewidzianych dylematów,
  • zdolność myślenia lateralnego i znajdowania zaskakujących rozwiązań trudnych problemów,
  • chęć podejścia do nowych tematów z otwartym i bystrym umysłem,
  • odwagę w podejmowaniu ryzyka w odpowiednim momencie i upór konieczny do podźwignięcia się po porażce.”

Zdaniem autorki posiadanie tych cech wpływa na lepszą jakość życia, także poczucie szczęścia. Wcale nie jest wymagane, by młody człowiek był prymusem. Sama znam paru wzorowych uczniów jeszcze z moich szkolnych lat, którzy dziś nie za bardzo sobie w życiu radzą.

G. J. Simister proponuje ogrom ćwiczeń, ale przede wszystkim zabaw dla dzieci od 4. do 16. roku życia, a moim zdaniem i dorosły wiele się nauczy. Pomysły można wykorzystać podczas zakupów, w podróży samochodem, na świeżym powietrzu, w muzeum, przy stole, na przyjęciu czy podczas leniwego popołudnia, a nawet na dobranoc. Stymulują samodzielne myślenie, rozwijają bujną wyobraźnię, uczą uważności i spostrzegawczości, wzbudzają palącą ciekawość, kształcą w dziecku ducha odkrywcy, rozwijają kreatywność i oryginalność, wychowują kreatywne i pomysłowe dziecko, odkrywają magię wytrwałości, uczą podejmowania ryzyka, wyciągania wniosków z porażek i sukcesów, podejmowania mądrych decyzji, uczą odróżniania tego, co rozsądne, od bzdur, czerpania przyjemności z rozwiązywania problemów, podpowiadają jak zachowują giętki umysł, posiąść umiejętności społeczne, jak nauczyć się inicjatywy i myślenia perspektywicznego.

Szata graficzna poradnika ułatwia wyszukiwanie oraz przebieg konkretnego ćwiczenia. Propozycje są z jednej strony kreatywne, a z drugiej proste do przeprowadzenia, nie wymagają właściwie wcześniejszych przygotowań czy specjalnych rekwizytów. Jedyne o co możecie się martwić, to czy podołacie swoim pociechom, czy chcecie spędzić z nimi ciekawie czas, czy chcecie wykorzystać rady doświadczonego specjalisty (no co? Nie każdy jest na to gotów …).

Książka jest rewelacyjna. Nie mogę się doczekać, kiedy zaczniemy wykorzystywać wskazówki C.J. Simister podczas zabaw z Rysiem, a na pewno też wykorzystam coś w swojej pracy ;)

piątek, czerwca 22, 2012

„CZEGO SIĘ SPODZIEWAĆ, KIEDY SIĘ CIEBIE SPODZIEWAJĄ”, D. Javerbaum, Wyd. Rebis 2012


Podtytuł poradnika brzmi „9 miesięcy ciąży z przymrużeniem oka ;)” . Rzeczywiście nie jest to poważna książka naukowa, z której będziesz czerpać specjalistyczną wiedzę na temat ciąży. Nie oznacza to jednak, że nie warto jej czytać. Nigdy dotąd nie miałam okazji spojrzeć na okres prenatalny z perspektywy embriona! Owszem, zastanawiałam się czasem, co myśli o mnie mieszkaniec mojego brzucha, ale to, co napisane jest tutaj przeszło moje wyobrażenia...

„Czego się podziewać, kiedy się Ciebie spodziewają” to poradnik dla embrionów (myślę, że jedyny taki na świecie) napisany przez byłego embriona. Autor ma niesamowite poczucie humoru oraz ogromną wyobraźnię, do tego aż stopnia, że chwilami zastanawiałam się, czy coś jest prawdą, czy to kolejny żart. Większości czytanych tekstów jednak towarzyszyły głośne wybuchy śmiechu i szturchanie mojego Męża: „Posłuchaj tego...”, hahahaha, „Spójrz na to zdjęcie!”, hihihaha … itd.
Pośmiać się można z opisu każdego miesiąca ciąży, pytań i odpowiedzi dotyczących życia płodowego, rad doświadczonego embriona a także z „Zapisków z wnętrza macicy”, czyli wspomnień jej mieszkańców. Jak wspomniałam, są również zdjęcia, ilustracje i tabele. Wszystko to naprawdę z wielkim przymrużeniem oka. Nazwałabym to karykaturą ciąży.

Magiczne 9 miesięcy nie jest łatwych czasem. Oprócz wielu szczęśliwych chwil, młodych rodziców nachodzą momenty zwątpienia, przerażenia, smutku a także dręczą ich inne przygnębiające emocje. Wtedy właśnie pomóc może książka taka jak „Czego się podziewać, kiedy się Ciebie spodziewają”. Rozbawi do łez, choć uważajcie, by od śmiania nie rozbolał Was brzuch! By poradnik ten przyniósł oczekiwany efekt jest jeden warunek- musicie mieć poczucie humoru i nie brać wszystkiego na poważnie …


Na zakończenie dodam, że pod koniec czerwca zaplanowano premierę filmu nakręconego na podstawie właśnie tej książki. Czy będzie to odpowiednik "I kto to mówi?" to się okaże. 

czwartek, czerwca 21, 2012

„KARTY OBRAZKOWE. ORTOGRAFIA W ZAGADKACH”, Wyd. Edgard


Ponad 50 kart, 112 zadań, wszystkie zasady ortograficzne, ponad 300 przykładów wyrazów z „ó”, „u”, „rz”, „ż”, „ch”, „h” oraz wiele godzin nauki przez zabawę. Tak w jednym zdaniu można by streścić „Karty obrazkowe. Ortografia w zagadkach”. Jednak chciałabym dodać, iż jest to ciekawa pomoc dydaktyczna dla rodziców, nauczycieli oraz przede dla wszystkim dzieci w wieku 7-9 lat.

Tym razem zamiast nudnego „wkuwania” ortografii można ją utrwalić, a nawet po części i nauczyć się jej grając z dzieckiem kartami obrazkowymi. Kolorowe, interesujące ilustracje ułatwiają zapamiętywanie. Ponadto liczne zagadki, uzupełnianki, wyraźne napisy wyrazów z trudnościami ortograficznymi- wszystko to uefektywnia naukę. Na awersie strony znajdują się zadania, natomiast na rewersie ich rozwiązania.

Karty zostały solidnie wykonane, wytrzymają lata zabawy! Są spięte, dzięki czemu nie ma możliwości, by się pogubiły. Ich format umożliwia włożenie do kieszeni, piórnika, plecaka, można więc je zabrać wszędzie.

Dzięki tym kartom obrazkowym nauka jest przyjemna. Jest zatem szansa, że nawet w nadchodzące wakacje namówisz swoje dziecko do utrwalania ortograficznych reguł pisowni ;)

niedziela, czerwca 17, 2012

„SPOTKANIA Z INNYMI”, P. P. Grzybowski, Oficyna Wydawnicza Impuls 2011


Czy jesteśmy narodem tolerancyjnym? Zdecydowanie NIE :( Widać to niestety teraz, podczas rozgrywek Euro 2012, lecz było też widać wcześniej i będzie tak też za chwilę. Nie tolerujemy wszelakiej odmienności- narodowości, koloru skóry, wyznania religijnego, niepełnosprawności, chorób, wieku, zainteresowań, codziennych wyborów. To przerażające, kiedy ludzie dorośli kierują się stereotypami. Kiedy jednak dorośli przekazują nieprawdziwe tezy dzieciom, uważam to już za- przepraszam, jeśli kogoś urażę (trudno)- prostackie. Jak można straszyć nieświadome najmłodsze pokolenie, że jeśli nie będzie się uczyć będzie bezdomnym?! Albo, że jeśli będzie się źle zachowywać w szkole, to przeniesie się je do klasy integracyjnej, z gorszymi uczniami?! Nie będę podawać dalszych przykładów, ponieważ wszystkie są okrutne i nie mam ochoty nawet o nich myśleć... Ale moi Drodzy, jak tak można rozmawiać z dziećmi?!

Wierzę, że Czytelnicy bloga są osobami tolerancyjnymi. Takie właśnie otwarte osoby powinny uświadamiać nieuświadomioną część społeczeństwa, a szczególnie dzieci. W nich cała nadzieja, że wreszcie skończą się bezsensowne wytykania palcami, głośne komentowanie „INNYCH” lub co gorsze przemoc fizyczna w stosunku do nich.

Zapoznałam się właśnie z rewelacyjną książką uczącą najmłodszych tolerancji oraz postawy obywatelskiej, poszanowania tradycji i kultury własnej oraz innych. Publikacja pt. „Spotkania z Innymi” powinna trafić do rodziców i nauczycieli, by czytali ją i podejmowali liczne rozmowy z dziećmi w wieku 6-10 lat. Przedstawione historie nawiązują do codzienności, więc podobne sytuacje mogły się wydarzyć i mogą być znane małym czytelnikom. Tym bardziej poruszają młode serca, choć trafiają także do wrażliwych dorosłych. Teksty obrazują kolorowe ilustracje.
Dla chętnych poszerzenia wiedzy, autor zamieścił obszerny bibliograficzny oraz internetowy przewodnik.

Książkę zaliczam do ważnych, mądrych i obowiązkowych lektur dla całych rodzin, także wielopokoleniowych.

piątek, czerwca 15, 2012

„NIEZNOŚNA LEKKOŚĆ MAŚLANYCH BUŁECZEK”, A.McCall Smith, Wyd. Muza, Warszawa 2012


Seria 44 SCOTLAND STREET jest jak dobry serial telewizyjny. Każdy rozdział, to jeden odcinek. Krótki, więc można go przeczytać w przerwie między obowiązkami, ale w każdym takim odcinku coś się dzieje i nie można doczekać się kolejnego, więc kończysz szybko swoją robotę, by dowiedzieć się, co dalej stanie z ulubionymi bohaterami. A dzieje się wiele. U jednych- chwilowa sielanka, u innych- dramat. Jedni się kochają, a inni zdradzają. Jedni chcą żyć uczciwie, a inni kłamią. Jak w prawdziwym życiu. Emocje skaczą jak amplituda.

Autor tak dobrał cechy bohaterów, by było zabawnie, lecz z drugiej strony- w którymś z bohaterów znaleźć można karykaturalny kawałek kogoś, kogo się zna. W „Nieznośnej lekkości maślanych bułeczek” miałam wrażenie, że bohaterowie przeszli pewną zmianę, są kimś innym, niż byli na samym początku. Trudno się dziwić, w końcu dojrzali. Zmieniamy się też całe życie.

Seria 44 SCOTLAND STREET jest jak dobry serial telewizyjny również z innego powodu. Jeśli zaczęłaś ją czytać od pierwszego tomu, jesteś już prawdopodobnie od niej uzależniona i nie możesz się doczekać kolejnych wydań. Jeśli jednak, sięgnęłaś po np. „Nieznośną lekkość maślanych bułeczek”, nie znając wcześniejszych losów bohaterów, nic strasznego. Po kilku odcinkach- rozdziałach zorientujesz się, o co chodzi, choć będzie Ci szkoda, że nie wiesz co było wcześniej i i tak sięgniesz po „44 Scotland Street”, „Opowieści przy kawie”, „Miłość buja nad Szkocją”, „Świat według Bertiego” (wcześniejsze tomy serii). Przyznam Wam się, że tak właśnie było ze mną ;)

Podsumowując tę recenzję pełną niejasności co do fabuły najnowszego tytułu z 44 SCOTLAND STREET (ale to efekt zamierzony), jeśli lubicie seriale telewizyjne, mnogość bohaterów, codzienne przygody, skoki emocji oraz dobry humor, czytając „Nieznośną lekkość maślanych bułeczek”, jak i wcześniejsze tomy będziecie zadowoleni. Życzę zatem przyjemnej lektury!

czwartek, czerwca 14, 2012

„JAK NARYSOWAĆ ADAMA?”, Pietruszka i Murzyn, Wyd. Czuły barbarzyńca, Warszawa 2011


Dziś zabrałam się za Adama … rysowanie Adama oczywiście! Tu kreska, tam krecha, zawijas, kropeczki, pałąk i jeden gryzmoł. Jakie to proste. Nawet dzieciaki sobie poradzą z rysowaniem Adama. A to za sprawą żyrafy Grażynki, która nauczy podstaw rysunku chyba każdego, nawet tego, któremu wydaje się, że ma dwie lewe ręce.

Myślę sobie, że rysowanie Adama oraz Ewy (na podstawie „Jak narysować Ewę?”) jest dobrym wstępem do rozmowy na temat biblijnego Raju, zakazanego owocu, jak również na temat bardzo podstawowej budowy anatomicznej kobiety i mężczyzny. Rysowanie Adama i Ewy wykorzystałabym do nauki nazywania części ciała. Można by także na podstawie kilku rysunków nawiązać do różnic indywidualnych między ludźmi- tak, jak każdy narysowany Adam jest inny (wątpliwe jest narysowanie 2 identycznych), tak każdy człowiek różni się czymś od drugiego. I ta indywidualność jest piękna, zasługuje na szacunek i tolerancję.

Książeczka ta więc może być formą dobrej zabawy, a innym razem lekcją biologii, innym jeszcze- religii, innym- tolerancji. Jedna książeczka- pomysłów wiele...

środa, czerwca 13, 2012

„JAK NARYSOWAĆ EWĘ?”, Pietruszka i Murzyn, Wyd. Czuły barbarzyńca, Warszawa 2011


Zabawny poradnik dla dzieci, stanowiący instrukcję rysowania- prostą, a zarazem wystarczającą. Niniejszy tytuł uczy rysowania kobietę, jednak w serii książeczek ukazały się już „kursy” rysowania kota, dinozaura, księżniczki, psa, Adama, wozu strażackiego, Mikołaja, syrenki, samolotu, szkieletu a nawet Fryderyka Chopina!

Żyrafa Grażynka nauczy podstaw rysunku każdego chętnego dzieciaczka. Jak zauważa jej przyjaciel- ptaszek Gwarek- to wcale nie jest takie trudne. Jako dowód przedstawiam Wam swoją Ewę narysowaną w Paint'cie. 


Fajna zabawa dla całej rodziny ;) Możecie rysować swoje Ewy i zrobić konkurs na najpiękniejszą czy najbardziej oryginalną  lub rysować na czas... Pomysł jest wiele, wystarczą dobre chęci, kartki papieru i przyrządy do rysowania ...
 

wtorek, czerwca 12, 2012

„WIELKA KSIĘGA WIELKICH POJAZDÓW”, M.Cullis, M. Byrne, Wyd. Olesiejuk 2012


Tym razem przedstawiam Wam coś dla małych i dużych chłopców, choć nie chcę popadać w stereotypy- przecież dziewczyny też mogą interesować się samochodami! Tym bardziej, takimi niezwykłymi, jakie przedstawione są w „Wielkiej Księdze Wielkich pojazdów”. Poznać tu można ciężarówki drogowe, różnego rodzaju dźwigi, pojazdy kopalniane, auta stworzone do zadań specjalnych oraz te do sportów ekstremalnych. Dowiecie się także jakie pojazdy są największe, najwyższe i najcięższe.

„Wielka księga wielkich pojazdów” robi wrażenie, gdyż jest naprawdę wielka! Niech Was nie zmyli format okładki A4, ponieważ w środku kryją się rozkładane strony, przedstawiające ogromiaste ilustracje. Przeglądanie i wspólne czytanie staje się w tym przypadku zabawą z zapartym tchem, którą dziecko będzie chciało powtarzać. Jestem tego pewna! W żadnym wypadku to nie jest książka , którą maluch rzuci w kąt. My (to znaczy moje chłopaki i ja) jesteśmy pod wrażeniem pięknego wydania- twarda okładka, wspomniane duże i kolorowe ilustracje, krótkie, lecz konkretne opisy, grubsze i rozkładane strony. Księga idealnie nadaje się na prezent dla malucha i jego taty. Będą mieli pomysł na wspólne spędzenie czasu, jak i temat do rozmów ;)

sobota, czerwca 09, 2012

„DOMONOŚ, ODLOTKA I INNE DZIWOLOĄGI Z MOJEJ OKOLICY”, J. Tomaszewska, W. Kołyszko, Wyd. Dbajki, Warszawa


To już nasza druga książeczka Wydawnictwa Dbajki (pierwsze były "Blogowe dbajki"). Czyżby Wydawnictwo to specjalizowało się wydawaniem bajek terapeutycznych? O jak najbardziej! Poszperałam, poczytałam i dowiedziałam się, że pracuje tam nie jeden psycholog i pedagog, a cały zespół profesjonalnie inspiruje, wspiera, rozwija i pomaga rodzicom, nauczycielom, trenerom oraz dzieciom. Jeśli macie ochotę, zajrzyjcie sami na stronę: dbajki.pl i znajdźcie coś dla siebie!

„Domonoś, Odlotka i inne dziwolągi na mojej okolicy”. Bohaterami krótkich opowieści jest Chmurian, Murdziur i Dziurmur, Zielony Zakątek, barak, Szczeniak i Panter morski, Znikoś, Oknoko, stare mury, Krzakozaurus, Miastosmok, a nawet Dzień i Noc! Te dziwolągi mają do opowiedzenia dzieciom szalenie ciekawe historie, które można odnieść do dziecięcych doświadczeń- marzeń, ale też i lęków. Bajki te zachęcają najmłodszych do rozmów na trudne tematy, a rodziców inspirują do tworzenia własnych dbajek oraz innych kreatywnych tekstów dla maluchów (przynajmniej mnie zainspirowały). Książeczka urzekła nas nie tylko swoją mądrością treści, ale także dowcipnymi i wymyślnymi ilustracjami!

Gratuluję całej redakcji Wydawnictwa Dbajki wspaniałych pomysłów oraz książek! I czekamy na kolejne mądre publikacje!

czwartek, czerwca 07, 2012

„NAJPIĘKNIEJSZE WIERSZE DLA DZIECI”, praca zbiorowa, Wyd. Drzewko szczęścia, Warszawa 2011


„Lis i osioł”, „Mysz i kot”, „Chory kotek”, „Katechizm polskiego dziecka”, „Niezapominajki” to moje lubiane wiersze z dzieciństwa. Każdego z nich miałam wtedy jako osobną książeczkę. Zanim urodził się Rysiu chciałam je wszystkie przewieźć i ustawić w rysiowej biblioteczce, ale niestety KTOŚ (jak się dowiem kto, to nie wiem co mu zrobię!) oddał je na makulaturę :( Było mi okropnie smutno…

Teraz otrzymałam tomik „Najpiękniejszych wierszy dla dzieci” i ku mojej radości są tam również te moje lubiane! W wydaniu zebrano popularne ludowe rymowanki, wiersze I. Krasickiego, S. Jachowicza, A. Fredro, A. Mickiewicza, M. Konopnickiej, W. Bełzy, Artura Oppmana, B. Ostrowskiej oraz J. Czechowicza. Każdy utwór został kolorowo zilustrowany.

Ta książka powinna znaleźć się w każdym domu obowiązkowo! Zapoznajmy nasze dzieci z dawną poezją oraz z poetami wszech czasów. Wiersze te powinny być w naszej polskiej kulturze niezapomniane!

A jakie są Wasze ulubione wiersze z dzieciństwa?

wtorek, czerwca 05, 2012

„MAM CZAS DLA DZIECKA. Pedagogika waldorfska dla najmłodszych. Propozycja alternatywnej kultury wychowania w domu, przedszkolu i żłobku”, B. Kowalewska, Oficyna Wydawnicza Impuls, Kraków 2011


„Celem wychowania i nauczania powinien być harmonijny rozwój wszystkich sił wewnętrznych dziecka, a więc nie tylko rozwój zdolności kognitywnych, lecz również- i to bynajmniej nie na dalszym planie- pełny rozwój sfery emocjonalnej oraz sfery woli. Stwierdzenie to można uznać za punkt wyjścia wszystkich działań pedagoga waldorfskiego” (H. Kowalewska „Mam czas dla dziecka”).

W instytucjach waldorfskich (w żłobkach, przedszkolach, szkołach) program nauczania jest przede wszystkim oparty na „wychowaniu i nauczaniu przez sztukę”. Zdaniem specjalistów, poprzez zajęcia praktyczne, manualne, spontaniczne zabawy, naukę przez naśladowanie stymuluje u dzieci harmonijny rozwój poszczególnych sfer, poczucie własnej wartości, samodzielność.

Instytucje te wyróżnia nawet specyficzna aranżacja wnętrz. Ściany pomalowane są na delikatne, pastelowe kolory, kolorowe wyeksponowane prace uczniów, gustowne meble, kąciki zabaw, nie zapominając też o domowej kuchni, w której dzieci uczą się przyrządzać proste posiłki. W pomieszczeniach dydaktycznych wygospodarowane są także tak zwane kąciki pór roku, w których obecne są przedmioty, skarby natury, zabawki czy produkty ściśle związane z kulturą. Wszystkie zabawki, którymi bawią się najmłodsi są proste, wykonane z naturalnych surowców, wielofunkcyjne i niejednoznaczne.

Dzieciom nie narzuca się gotowych i ścisłych scenariuszy do zabaw i zajęć, chwali się ich kreatywność oraz spontaniczność. Zajęcia wymagające skupienia uwagi i koncentracji przeplatają się z tymi swobodnymi.

Książka ta to cenna pomoc dydaktyczna dla nauczycieli (nie tylko tych pracujących w omawianych tu instytucjach) oraz propozycja dla rodziców, którzy poszukują procesów wychowania i pielęgnacji małego dziecka bliskich naturze. Oprósz niezwykle ciekawych zagadnień teoretycznych, to przede wszystkim kopalnia pomysłów na zabawy według waldorfskiej idei. Znajdziemy tu instrukcje wykonania zabawek z filcu, drewna, runa, różnego rodzaju ciast, liści, gałęzi, kamieni, owoców i warzyw, papieru i innych. Są też teksty i nuty zabaw muzycznych.

Być dobrym rodzicem, to mieć czas dla dziecka. A gdy już usiądziemy wspólnie z nim na dywaniku, nie wyciągajmy znowu głośnych i elektronicznych zabawek, pobudzających system nerwowy malucha, a pokażmy mu co można wyczarować z dziurawej skarpety ;) , starej bawełnianej chusteczki czy szyszek. Takie samodzielnie wykonane zabawki są cenniejsze od tych gotowych ze sklepu. Sama pamiętam z dzieciństwa małe laleczki wykonane na drutach, którymi bawiła się moja koleżanka. Też takie chciałam mieć! Natomiast pewne dziecko z mojej rodziny godzinami bawiło się zwykłym patykiem, udając, że jest to piękny koń... Mała rzecz, która nic nie kosztuje cieszy dziecko i kształtuje jego wyobraźnię, wrażliwość, inteligencję.

niedziela, czerwca 03, 2012

„JAK BYĆ WSPANIAŁĄ PRACUJĄCĄ MAMĄ”, T. Godridge, M. Gallie, Wyd. Vesper, Poznań 2011


Kiedy zorientowałam się, że jestem w ciąży chciałam wszystkim to oznajmić. Chciałam, by wiedział o tym cały świat! Z drugiej jednak strony, bałam się, że dowie się o tym mój szef i nie będzie zadowolony. Wyobrażałam sobie nieprzyjemną rozmowę, dlatego odwlekałam ją w czasie. Gdy nadeszły mdłości i totalne osłabienie, odważyłam się -dla dobra maluszka i mojego- przyznać do naszego szczęścia. Jakie wielkie było moje zaskoczenie reakcją pracodawcy! Ten pogratulował mi serdecznie, cieszył się razem ze mną, zapewnił, że nie mam się martwić pracą, wrócę do niej, kiedy będę gotowa, a teraz mam zadbać o siebie i maleństwo! Z czystym sumieniem i spokojem ducha mogłam przejść na zwolnienie lekarskie i rzeczywiście skupić się na ciąży.

Kiedy jeszcze pracowałam, ale już nosiłam pod sercem Rysia, było mi naprawdę ciężko. Nie miałam możliwości korzystać z toalety, kiedy tego potrzebowałam (a same wiecie, że na początku ciąży siusia się co 10 minut …), nie nadążałam fizycznie za moimi małymi uczniami, nie miałam siły, byłam potwornie senna i marzyłam, by się przespać na dywaniku z tyłu sali … Do tego ból podbrzusza i strach, że zaistnieje niebezpieczna sytuacja, w którą będę musiała wkroczyć …

Tymczasem są kobiety- pewnie niejedna znajdzie się taka wśród Was- które pracują przez całą ciążę, aż do rozwiązania. Mam wrażenie, że w Stanach Zjednoczonych jest to normą, u nas coraz częściej korzysta się z przywileju zwolnienia lekarskiego (i dobrze). Nierzadko także młode mamy wracają do pracy zaraz po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego. Inne, czekają aż ich brzdąc pójdzie do przedszkola. Obojętnie, kiedy jednak zdecydujemy się na powrót do pracy zawodowej, będzie to sytuacja niezwykle trudna i dla nas i dla dziecka. Osobiście już cała drżę na myśl o tej chwili, a zbliża się ona wielkimi krokami. By przygotować się jakoś do WIELKIEGO POWROTU, sięgnęłam po książkę pt. „Jak być wspaniałą pracującą mamą”. Po jej przeczytaniu, czuję się już silniejsza psychicznie, ale myślę, że jeszcze wrócę do tej lektury.

Opisano tu -bez owijania w bawełnę- że być pracującą mamą nie jest łatwo. Czeka rodzinę wiele stresu, wiele przygotowań i starań, ale można to wszystko ogarnąć i czerpać radość i z pracy i z życia rodzinnego. Autorki podpowiadają, jakie przywileje w pracy ma ciężarna czy karmiąca mama oraz każda, która wraca do obowiązków zawodowych po urlopie macierzyńskim lub wychowawczym. Radzą także, jak wybrać odpowiednią dla nas opiekę nad dzieckiem, jakie istnieją formy zatrudnienia, jak zorganizować dzień, by mieć czas dla malucha i swojej drugiej połowy. Najlepiej by było ustalić z partnerem podział domowych obowiązków. Trzeba też nauczyć się zarządzania czasem i podnieść swoją odporność na stres.

Czy można być WSPANIAŁĄ pracującą mamą? Tak!
Czy można pracować i mieć czas dla dziecka i partnera? Tak!
Czy można pracować zawodowo, być mamą, żoną, sprzątaczką, kucharką, praczką, pielęgniarką, przewodnikiem, przyjaciółką i mieć jeszcze czas dla siebie? Yyyyy … tak?! To się okaże u mnie za kilka miesięcy, ale dzięki książce wiem mniej więcej, jak mam do tego dążyć.

A wiecie, że pracująca mama jest bardziej zorganizowanym pracownikiem niż pozostali? Ha, i tego się będę trzymać!

Wszystkim pracującym zawodowo mamom oraz kobietom w ciąży, życzę dużo siły, zorganizowania, czasu spędzonego z rodziną i czasu tylko dla siebie oraz przespanych nocy!